GOODBYE 2016 / ŻEGNAJ 2016

Happy New Year everybody!

What was the best thing happend to you in 2016? What plans do you have in 2017? Do you make a wish list for the new year?

For us our best thing was when we found each other and of course our wedding! This year was so good and blessed for us. The worst thing was the Skype life, but it also taught us patience and to appreciate it all, even the smallest things. We never forget our first meeting on the airport and our first kiss...

In 2017 we are planning to move to Poland so keep your fingers crossed for us. We will keep writing our blog because we love it! (More posts about our wedding coming very soon).

It's good to have you here, have a nice day, and all the best for New Year!

A&J

***

Szczęśliwego Nowego Roku!!!

Jaka była najlepsza rzecz, która przydarzyła Wam się w 2016? Jakie macie plany na 2017? Robicie listę zadań/postanowień noworocznych?

Dla nas najlepszą rzeczą 2016 roku było to jak się odnaleźliśmy i oczywiście nasz ślub. Ten rok był dla nas naprawdę wspaniały! Najgorszą rzeczą były miesiące życia na Skype, ale te chwile nauczyły nas również pokory i tego by doceniać najdrobniejsze nawet rzeczy. Nigdy nie zapomnimy naszego pierwszego spotkania na lotnisku i pierwszego pocałunku...

W 2017 planujemy przeprowadzkę do Polski więc trzymajcie mocno za nas kciuki. Oczywiście wciąż chcemy pisać naszego bloga ponieważ sprawia nam to ogromną radość, uwielbiamy to! (Wkrótce posty o naszym ślubie <3)

Wspaniale jest mieć Was tutaj z nami, życzymy Wam miłego dnia i wszystkiego najpiękniejszego na nowy rok!

A&J








Moja ślubna henna / My bridal mehendi

Tradycyjny indyjski ślub trwa 5 dni (!!!) ze wszystkimi ceremoniami i rytuałami.
Jak wiecie z poprzedniego posta (Jak zorganizować ślub w 7 dni) my nie mieliśmy tego luksusu w postaci czasu, ani chęci na wielkie, tłuste wesele. Natomiast ślubna henna była czymś co bardzo chciałam mieć i udało znaleźć nam się na to czas! Spędziłam ponad dwie godziny w zimnym pomieszczeniu salonu piękności gdzie cal po calu moje stopy i ręce zapełniały się rysunkami.
Warto było czekać, bo uwielbiam mieć hennę na rękach, uważam ją za coś pięknego. (Sama nawet próbowałam, efekty możecie zobaczyć na naszym Instagramie).
Poza tym hennę w Indiach nakłada się nie tylko dla ozdoby. O powodach dla których kobiety przy okazji dużych wydarzeń i świąt nakładają na ciało malunki z henny możecie przeczytać w tym artykule: Importance of Mehndi in Indian Culture

A poniżej moje mehendi <3









Traditional indian wedding lasts for 5 days (!!!) with all the rituals and ceremonies.
As you know from our last post (How to plan wedding in 7 days...) we haven't had that much time or even't didn't want to have a big fat wedding. But bridal mehendi was something I really wanted to have and we found enough time to do this! I spent more than two hours in cold parlor room where one girl step by step applied on my feet and hands henna paintings. It was worth to wait for that because I love to have mehendi on my hands and I think it's something really beautiful. (I even tried put henna myself, results you can see on our Instagram).
Besides women in India apply mehendi not only because of beauty reasons. Why they do that on big events and festivals you can read on this article: Importance of Mehndi in Indian Culture

And here you can see my bridal mehendi <3

Indian Interracial Marriages Podcast : In Henry Moore’s words – To be an artist is to believe in life, part 2 / Nasz wywiad dla Indian Interracial Marriages Podcast część 2.

It's here! It's here! It's here!

You can listen to the second part of our interview we gave for Indian Interracial Marriages.
Last week we shared with you part one, you can listen it here : On our blog or OkCupid – A well written Play about love and distance Part 1

We are so happy that we could talk with Aman. We love that podcast! It gave us so much inspiration and energy to work and new ideas pop in our heads like presents from Santa Clause's bag.

Soon on the blog : New topics, chapters and threads but for now you can listen to  our podcast and share your thoughts with us.

MERRY CHRISTMAS EVERYONE!




Już jest! Już jest! Już jest!

Już możecie posłuchać drugiej części wywiadu, którego udzieliliśmy dla Indian Interracial Marriages. W zeszłym tygodniu pisaliśmy o pierwszej części, możecie posłuchać jej tutaj : Na blogu oraz Na stronie Aman

Ogromnie się cieszymy, że mieliśmy możliwość rozmowy z Aman. Uwielbiamy ten podcast! Dał nam wiele inspiracji i energii do działania a nowe pomysły wysypują się z naszych głów jak prezenty z worka Świętego Mikołaja.

Już niedługo nowe tematy, nowe rozdziały i wątki na blogu a tymczasem posłuchajcie podcastu i podzielcie się wrażeniami!

WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI!

Jak zorganizować ślub w 7 dni.../ How to plan wedding in 7 days...

W pewną grudniową sobotę wybraliśmy się do świątyni, żeby porozmawiać z duchownym o naszym ślubie. Byliśmy bardzo podekscytowani i nie mogliśmy się doczekać. Nie spodziewaliśmy się jednak, że wszystko potoczy się tak szybko! Duchowny, który nas przywitał jest drobnym, szczupłym mężczyzną o miłym uśmiechu i ciepłym spojrzeniu. Przywitał nas przyjaźnie i po chwili wyznaczył nam termin na kolejną sobotę, czyli dokładnie siedem dni później!!! Kolejny dobry dla nas termin (w Indiach wierzy się w układ planet i gwiazd, które sprzyjają dobremu życiu) wypadał na marzec. Uznaliśmy zatem, że jest to znak od Boga i trzeba brać się do roboty!

Wszystkie potrzebne dokumenty mieliśmy gotowe już dawno. Nigdy też nie planowaliśmy tradycyjnego, tłustego wesela na milion osób. To zmniejszyło nasze problemy o połowę. Jednak gdyby nie rodzice Abhiego, a zwłaszcza Mama, która natychmiast zajęła się wszystkim, pewnie bylibyśmy ugotowani. Ta kobieta jest niezniszczalna. Włączyła jej się opcja "robot" i nie spoczęła dopóki wszystko nie zostało dopięte na ostatni guzik. Zatem naszym (moim i Abhiego) największym zmartwieniem były nasze ślubne stroje. Moją suknię (a właściwie spódnicę zwaną lehenga i bluzkę zwaną choli) kupiliśmy w niedzielę. Po przymiarce zupełnie czerwonej i niemal kupieniu ślicznej różowej okazało się, że pisana jest mi złota. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia. Abhi zdecydował się na dhoti kurta ale kupiliśmy ją dopiero trzeciego dnia poszukiwań. Warto było czekać, bo w złotej kurcie był przystojniejszy niż wszyscy aktorzy Bollywood razem wzięci <3

W ciągu tych siedmiu dni żyliśmy trochę jak we śnie. Nie bardzo wiedząc co się dokładnie z nami dzieje. Teściowa załatwiła catering i wszystkie niezbędne do ślubu rzeczy. Nagle zaczęli odwiedzać nas członkowie rodziny, większość z nich nie mówi po angielsku więc moim zadaniem było się z nimi witać i ładnie uśmiechać. W uśmiechaniu jestem dobra. I na stałe zostałam ochrzczona "Tina", bo łatwiej jest to imię wymówić.

I chociaż przez ten tydzień mieliśmy wiele stresu i nerwów, znaleźliśmy czas na ślubne mehendi dla mnie, a także chwilę by wyrwać się na targ i zjeść najlepsze aloo tikki jakiego do tej pory próbowaliśmy. I wszystko udało się załatwić na czas. Moja mangalsutra (zamówiona przez Abhiego dużo wcześniej), którą uwielbiam, bransoletki na ręce, ślubna biżuteria, bransoletki na nogi, organiczny sindoor na co nalegałam, słodycze dla gości, dodatkowe krzesła i miejsce dla kuzynki i cioci, które zostały z nami na kilka nocy by we wszystkim pomóc, i które były nieocenione. Okazuje się, że jeśli czegoś bardzo chcemy i mamy wokół siebie wspaniałych ludzi, to wszystko jest możliwe. A ponieważ moja rodzina niestety nie mogła ze mną być w tym wspaniałym i pięknym dniu planujemy powtórkę z rozrywki w świątyni w Warszawie. Ale będzie się działo! Nie możemy się doczekać :)

Ile czasu Wy mieliście na przygotowanie Waszego ślubu? 

(Irrakuri)




Other Saturday we went to the temple to talk with priest about our wedding. We were very excited and couldn't wait for that. But we didn't expect  everything will be so fast! Priest who welcome us is a thin man with nice smile and warm eyes. He welcome us very friendly and give us date of next Saturdays, exactly seven days later!!! Next good date for us (in India people belive in stars and planet condition, which makes married life better and happier) was in march. So we decided that it's sign from God and we should start working on it!

We prepared all the documents earlier to avoid any last moment issues. We also had never planned a traditional big, fast indian wedding for a billion guests. Its made our problems less. But if it was not for Abhi's parents, especially Mother who immidiately started preparing everything, we probably was cooked. This woman is made from iron. She turns on her robot mode and didn't rest until everything was done perfectly. So our (my and Abhi) biggest dilemma was to buy our wedding outfits. My dress (lehenga and choli) we bought on Sunday! After trying all that is red and almost bought a pretty pink lehenga we decided to get gold. I fell in love with this dress from the very first look. Abhi decided to wear dhoti kurta but we bought is after three days of hunting. But was worth the wait because in gold kurta he was more handsome than every Bollywood actors together <3

In  these seven days we lived a little like in a dream.  We had no clue what is happening around us. Mother-in-law organised catering and everythng we needed for wedding. Suddenly family members start visiting us, a lot of them don't speak english so my role was to welcome them and smile nicely. I'm good in smiling and I was called "Tina", because my name was too hard for people.

And even if  we had to deal with a  lot of stress and nervous situations, we found time for bridal mehendi for me, and visited the market to eat the best aloo tikki we ever tried. And everythng was executed on time. My mangalsutra (ordered long time ago and I love it!), bangels, bridal jewelery, bracelets on feet, organic sindoor, sweets for guest, more space at home for family and cousin sister and aunt who stayed with us for couple of days to help us and they were great! So it's true if you want something very badly and you have great people around you, everything can happen! And because my family couldn't be with me on this beautiful day we decided to repeat all of this in Warsaw when we will visit Poland. It will be epic! We can't wait!


How much time did it take for you guys to prepare for your wedding?

Moja indyjska teściowa / My indian mother-in-law

Moja nowa rodzina składa się (poza Mężem) z Mamy, Taty, Brata i psa. Mieszkanie z nimi jest dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Codziennie uczymy się siebie nawzajem i póki co całkiem nieźle nam idzie. Oczywiście najwięcej czasu spędzam z Mamą Abhiego i porównuję wszystkie stereotypy na temat hinduskiej teściowej znalezione w Internecie do tego co mam w rzeczywistości. Stereotypy o hinduskiej teściowej nie różnią się właściwie niczym od tych o polskiej teściowej. Obie przedstawiane są jak co najmniej nieludzkie potwory. Obie to niemal najgorszy rodzaj człowieka. Wystarczy poczytać kawały. Albo inne blogi.

Moja Teściowa dużo się śmieje. Robi najlepszą masala chai na świecie (nasz codzienny rytuał to kubek herbaty o 19:00 i "niestety" jakieś ciastko też ;) ). Gotuje tak, że już nigdy nie będę szczupła (i w przeciwieństwie od tego co zdarzało mi się czytać, nie ukrywa skrzętnie swoich przepisów - od pierwszego dnia pokazuje jak przygotowywać potrawy i odpowiada na każde moje głupie pytanie). Kiedy mówi to krzyczy, więc nigdy nie wiem w jakim jest nastroju, ale chyba w dobrym. Moja Teściowa mówi świetnie po angielsku (jak każdy u nas w domu) dlatego tak łatwo jest nam się porozumieć. Uważa też, że jestem za chuda i niedługo zniknę bo za mało jem. Zabiera mnie na długie spacery i je ze mną golgappas. Albo aloo tikki. Albo jalebi. Moja Teściowa (w przeciwieństwie do mojego kochanego Narzeczonego) wysyła mnie wszędzie samą. Po chleb, po mleko, z chapati dla krów czy na spacer z psem. Mówi mi też, żebym nie piła wody od razu po posiłku, bo od tego rośnie brzuch. Żebym nie kąpała się od razu po posiłku, bo od tego rośnie brzuch. Ta kobieta wie wszystko o jedzeniu. Co ma dobry wpływ na trawienie, oczy, skórę, odchudzanie, kolana, gardło, krew i dobre samopoczucie (ciastka). Ta kobieta ma wbudowane ze trzy akumulatory, cały czas coś robi. I od pierwszego dnia nazywa mnie swoją córką.

To dopiero początek mojej indyjskiej drogi, ale dużo łatwiej jest się uczyć i przystosowywać z osobą, z którą można spędzić dobrze czas. Kiedy Abhi jest w pracy, wiem że nie muszę odkrywać mojego nowego świata sama, mogę zaufać komuś doświadczonemu, kto chętnie przekazuje mi swoją wiedzę. Kto zjada przygotowywane przeze mnie śniadania, przygotowuje pyszne kolacje, zabiera mnie do krawca, stara się bym czuła się tutaj jak w swoim domu i pokazuje mi zdjęcia ze swojego ślubu. Dobry kontakt z Teściową jest ważny w każdym kraju, nie tylko w Indiach. Dzięki temu, że moja Teściowa nie jest taka jak z kawałów jest mi łatwiej oswajać rzeczywistość.

(Irrakuri)





My new family consists of (beyond my Husband) Mum, Dad, Brother and Dog. Living with them for me is a totally new experience. Every day we learn new things from each other and I think, we are doing a good job here. Of course, I'm spending the most time with Abhi's Mother and comparing all stereotypes about indian mother-in law I ever read over the Internet with this what I have at home. Stereotypes about indian mother-in-law are actually exactly the same like about polish mother-in-law. Both are like inhuman monsters. Both are like the worst kind of person. You can read a lot of jokes about it. Or other blogs.

My Mother-in-law laughs a lot. Makes the best masala chai in the world (and its our every day ritual - mug of masala chai and "unfortunately" some cookies too ;) ). She cooks so good that I probably will not be thin any more again (and opposite to what i read that she not hiding her recipees from me - since the very first day she shares and shows me how to make all dishes and answer  my every stupid question). When she talks she talks loudly so I never know in what mood she is but I'm guessing that its good. My Mother-in-law talks to me in english very well (like everybody at home) so that's why its so easy to communicate for us. She also thinks that I'm too skiny and soon will disapear because I eat too less. She takes me for long walks and eats golgappas with me, Or aloo tikki. Or jalebi.

My Mother-in-law (opposite to my beloved Fiance) sends me everywhere alone. For bread, milk, with chapatis for cows or with Caesar (the Dog) to take him outside. She also has a bilion advises. Telling me not to drink water after my meal because stomach grows because of this. She tells me to not take shower 30 minutes after meal because stomach can grow because of this. This woman knows everything about food. What is good for digestion, eyes, skin, slimming, knees, throat, blood and good mood (cookies). This woman has three batteries inside her. She is doing something or the other almost all the time. And calls me her daughter since the very first day.

Its the beginning of my indian adventure, but its so much easier to adjust and learn with the  person I can spend good time with. When Abhi is at work I know I don't have to discover my new world alone. I can trust somebody more experienced, who wants to teach me. Who eats breakfast I'm making and making delicious dinners, taking me to the tailor, trying to make my time here easier and showing me pictures from her wedding (wow!). Good contact with Mother-in-law is important in EVERY COUNTRY, NOT ONLY IN INDIA. Because of that my Mother-in-law is not like one from the jokes, its easier for me to adjust with the totally new reality.

Indian Interracial Marriages : Podcast Interview, part 1 / Posłuchajcie 1 części wywiadu, którego udzieliliśmy!

We are so happy and excited to share with you our interview with the amazing Aman who gave us this opportunity to share our story with the world. She leads her website Indian Interracial Marriages.

We spent two amazing hours talking with her about how Abhi and I met, fell in love and stay together. About India, Poland, food, music and a lot more!

You can listen part one of podcast here: OkCupid – A well written Play about love and distance Part 1

Join the website, share your love story <3

You can find us on Instagram and Facebook !
Same with Indian Interracial Marriages : Instagram and Facebook

What do you think about our interview? We love it!

Share your love story with us !

Love and peace
A & J


Mamy niezwykłą przyjemność i zaszczyt dzielić się z Wami wywiadem, którego udzieliliśmy kilka dni przed naszym ślubem dla wspaniałej Aman, która prowadzi stronę Indian Interracial Marriages. 

Spędziliśmy z nią dwie niezwykłe godziny. Rozmawialiśmy o tym jak poznaliśmy się z Abhim, zakochaliśmy się w sobie i postanowiliśmy być razem. Rozmawialiśmy o Indiach, Polsce, jedzeniu muzyce i wielu innych rzeczach!

Wywiadu możecie posłuchać tutaj: OkCupid – A well written Play about love and distance Part 1

Odwiedźcie stronę Aman, podzielcie się swoją historią!

Możecie nas znaleźć również na Instagramie i Facebooku
Również Indian Interracial Marriages : Instagram i Facebook

Co myślicie o wywiadzie, którego udzieliliśmy? My go uwielbiamy! Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że mogliśmy to zrobić <3

Teraz kolej na Was, podzielcie się z nami swoją love story!

Love and peace
A&J

HUSBAND & WIFE / MĄŻ & ŻONA

Our dreams came true. After months living on Skype, living 6000 kilometres away from each other, 10th December 2016 we got married and we are probably the most happiest couple on the planet. <3

We love each other more and more every day, and our wedding was the best day in our life. Now we can start our new life adventure and can't wait for that! Stay tuned!

Mr & Mrs M.



Nasze marzenia się spełniły. Po miesiącach życia na Skype, życia z 6000 kilometrów pomiędzy nami, 10 grudnia 2016 wzięliśmy ślub i jesteśmy prawdopodobnie najszczęśliwszą parą na świecie! <3

Z dnia na dzień nasza miłość jest coraz większa, a nasz ślub był najwspanialszym dniem w naszym życiu. Teraz możemy zacząć zupełnie nową, wspólną przygodę i iść przez życie razem, mocno trzymając się za ręce. Już nie możemy się doczekać! Zostańcie z nami!

Pan i Pani M.

Poniedziałkowy targ / Monday market

Witamy w raju. Miejscu rozkoszy każdego łakomczucha, admiratora dobrych smaków, kucharzy i gospodyń domowych. Miejscu kolorów, zapachów, hałasu i prawdziwej ekscytacji. W poniedziałki targ oficjalnie jest zamknięty, co w Indiach oznacza, że jest otwarty ;) To właśnie w poniedziałki na głównej ulicy w naszej okolicy rozstawiają się stragany z taką ilością owoców i warzyw, że trudno ogarnąć wszystko wzrokiem. W mój pierwszy poniedziałek na targu byłam tak zajęta rozglądaniem się dookoła, że nawet nie zrobiłam żadnego zdjęcia. Ostatnio udało mi się zrobić kilka ale byłam zbyt zajęta próbowaniem owoców, o których nigdy wcześniej nie słyszałam. Custard apple jest moim absolutnym faworytem. Targ rozstawia się po południu ale najbardziej opłaca się pójść na zakupy o godzinie 22, bo wtedy produkty są tańsze, a wybór wciąż ogromny. Kupicie tu również ubrania i buty, ale są słabej jakości i szkoda zawracać sobie nimi głowę. Sprzedawcy przekrzykują się nawzajem, nawołując do kupienia ich produktów. Jest to jeden, nieprzerwany natłok słów, krzyku i ulicznej wrzawy.

Zaczynamy od wszelkiej maści ziaren, ryżów i fasoli. O kolorach i kształtach o jakich możecie sobie tylko zamarzyć. Pół kilograma fasolki mung, kilogram cieciorki, dwa kilogramy ryżu basmati. Kiedy torba jest pełna i ciężka - szukamy ziół. Fenungreek, kolendra, szczypiorek, szpinak i wiele więcej. Nigdy nie lubiłam świeżej kolendry, jej zapach przyprawiał mnie o mdłości. Doceniłam ją dopiero tutaj, w Indiach. Zwłaszcza, że kolendrę dodaje się do wielu dań. Pachnie oszałamiająco. Jak najlepsze perfumy. To jest trochę jak z daniami, których nie znosimy w dzieciństwie, a zaczynają nam smakować kiedy dorastamy. (Buraki!!) Kolendra z dnia na dzień została moją przyjaciółką. Zawsze proszę o więcej.

Nareszcie nadchodzi pora by znaleźć warzywa i owoce na nadchodzący tydzień. Indie to kraj ziemniaka i cebuli (w sumie jak Polska, prawda?) je się ich dużo każdego dnia. Kupujemy też marchewki, kalafiory, białe rzodkiewki, bakłażany, bitter gourd (nawet po przygotowaniu jest gorzki, ale intensywny i w sumie przyjemny w smaku - jedna z ciekawszych rzeczy, które ostatnio próbowałam), pomidory (również bardzo popularne), papryki, jabłka, pomarańcze, banany, papaje, guawy i wiele wiele wiele więcej. Można brać wszystko jak popadnie lub użyć wyobraźni. W każdym bądź razie po wizycie na targu żaden posiłek nie może być nudny. Nie z taką ilością wspaniałych produktów.

A kiedy już, zupełnie zmęczeni i obciążeni kilogramami pysznych roślin wracamy do domu (kilka metrów od nas dzieje się to wszystko!!!) zatrzymujemy się przy straganie z moim ukochanym jalebi. Pierwszy, gorący jeszcze, kawałek natychmiast wpycham do ust. Kolejny zjadamy spacerując, a następny w domu. I czuję się jak w niebie. Tyle radości w jeden poniedziałkowy wieczór. Witamy w raju. Zapraszamy na targ.

A Wy macie swoje ulubione miejsca, w których zaopatrujecie się w zieleninę?

(Irrakuri)


 custard apple
 guawa

 bitter gourd and some roots


jalebi <3

Welcome to paradise. Place of pleasure for every greedy eater, food lover, cook and houswife. Place of colours, smell, noise and real excitement. On Monday the local  market is officialy close, but in India it means the opposite,that its open. On Monday on the main street in our neigbourhood stalls are set up with a lot of veggies and fruits that its difficult to embrace it by vision. On my first visit to Monday market I was so busy looking around that I didn't click any picture. Last Monday I took some but again, I was too busy tasting fruits I never saw in my life. Custard apple is my favourite now! Market starts in the afternoon but its better to go there at 10pm because products are cheaper but the same good quality. You can also buy shoes and clothes but quality is not good so its not worth bothering your head. Sellers scream loudly calling to buy there stuff. Its one big accumulation of words, scream and street noise.

We started with seeds, rices and beans. With all colours and shapes you can dream of. Half kg of moong beans, one kg chickpea, two kg basmati rice. When bag is full and heavy we started looking for herbs. Fenungreek, coriander, dill, spinach and much more. I never liked fresh coriander, this smell made me feel sick. I appreciate this herb here, in India because people mix it in a lot of dishes. And now its smells amazing for me. Like the best perfume. Its a little like with dishes we hate in childhood but start to admire it when we grow up. Coriander suddenly become my best friend. I always want more.

Now its time for veggies and fruits for next week. India is a country of potato and onion (like Poland, right?) people consume it a lot every day. We also picked carrots, cauliflower, radish, eggplant, bitter gourd (even after its cooked its still bitter but its one of the most interesting things i tried in last weeks), tomatoes (also very popular here), bell peppers, capsicum, apples, oranges, bananas, papayas, guavas and many many more. You can get everything just like that or use you imagination. Anyways any dish you prepare will not be boring. Not with that many products you can get.

And finally, when we are tired with heavy bags of kilos of beautiful fresh plants we are going back home (only several meters from our house!!!)with ! but first a quick stop at the jalebi stall. My favourite sweet on the planet. First, still hot, piece I quickly gobble in my mouth. Second we ate while we were walking,and  rest at home. And I feel like I am in heaven.Such a joyous Monday evening, Welcome to paradise. Welcome to the Monday market.


And what about you Guys? Do you have your faourite place where you buy greens?

Pod wodą / Under water

Przez ostatnie kilka dni czuję się jak pod wodą. Wszystko widzę niewyraźnie jakby woda zaburzała moją percepcję i sprawiała, że jestem głucha. Jednocześnie jestem jak gąbka, chłonę wszystko z taką intensywnością jakbym za chwilę znów miała zniknąć z tej rzeczywistości.

Abhi zaczął niedawno nową pracę, nie miał więc żadnego urlopu. Oznaczało to, że niemal natychmiast musieliśmy wskoczyć w nową rutynę. Kiedy on idzie do pracy, ja zostaję w domu z jego mamą i uczę się otoczenia. Rozglądam się, pytam, czasem milczę, bo nie wiem co powiedzieć.
Czuję się jak ryba wyrzucona na ląd, bo kiedy patrzę w telewizor nie rozumiem zupełnie nic. Kiedy przychodzi do nas sąsiadka nie mam pojęcia o czym mówi dopóki nie zacznie mówić bezpośrednio do mnie po angielsku. Już chyba cały świat wie jaki jest mój ulubiony przysmak, bo sąsiadka niemal codziennie pyta mnie czy jadłam dzisiaj golgappas. Jestem jak pupilek, którego się ogląda i głaszcze po głowie.

W domu jest też pies, i to niemały. Zwierzę, którego zawsze panicznie się bałam teraz zostało moim towarzyszem. Caesar przychodzi czasem do mnie i nadstawia głowę do głaskania i zastanawiam się co on sobie myśli w tej swojej psiej głowie. Pewnie coś w stylu : o to ta pani która ciągle mnie drapie! Jak mam go nie drapać kiedy patrzy na mnie tymi swoimi mądrymi, dużymi oczami?

Mieszkamy w okolicy, w której jestem chyba jedynym obcokrajowcem, a jednak ludzie nie zwracają na mnie szczególnej uwagi. Zerkną czasem ukradkiem i wracają do swoich spraw. Pierwszego dnia moja Teściowa zabrała mnie na spacer, a później kazała ją prowadzić z powrotem, żeby sprawdzić czy pamiętam drogę. W poniedziałek sama poszłam do świątyni zanieść chapati krowom.
Każdego dnia rano (a właściwie po południu) odprowadzając Abhiego do bramy idę kilka kroków dalej. Poszerzam swoje granice. Może Wam się to wydać śmieszne, ale Indie to nie Europa, panują tutaj trochę inne zasady. Poza tym wszystko tutaj jest dla mnie totalnie nowe. Nie czuję tutaj żadnego zagrożenia, jednak sam fakt, że w hindi znam jedynie kilkanaście słów sprawia, że wolę poruszać się ostrożnie. Jednak sukcesywnie buduję moją niezależność.

I tylko od rana się zastanawiam co zjeść, co ugotować, co zrobić na śniadanie, a jakie polskie dania przyrządzić w przyszłości. I mówię mojej Teściowej o tym, że ja się skupić nie mogę, że ja tylko o jedzeniu, a ona się śmieje i mówi: jesteś teraz w punjabskim domu, to zupełnie naturalne! Skoro tak, to idę sprawdzić co mamy w lodówce.

(Irrakuri)

Książę Caesar czeka na drapanie / Prince Caesar waiting for scratching
Jeśli przyjrzycie się uważnie zobaczycie na skuterze trzy osoby ;) / If you look carefuly you will see three person on the scuter ;)

From the past couple of days I feel like I am under water. I see everything faintly like water impaired my perception and made me deaf. At the same time I'm like a sponge, I soak up everything with so much intensity like in a moment that I would dissapear from this reality again.

Abhi started his new job recenly, so he has no vacation from his work. Its means that we almost immediately had to jump in to new routine. When he is gone to work, I stay at home with his Mum and learn about the surroundings. I look around, asking, sometimes stay quiet because I don't know what to say.

I feel like a fish stranded on dry land, because when I watch tv I don't understand nothing. When the  neighbors visit us I totally don't know what she is talking about before she start talking strictly to me in english. And I think, all world know what my favourite snack is because this auntie almost everyday asking me if I ate golgappas today. Im like a puppy who people watching and a pat on the head.

At home we also have a dog. Not a small one. Animals, I was always  scared like crazy from them but now its my daily company. Caesar comes to me  sometimes  and turns his head to get a caress and I wonder what he is thinking in his doggy mind. Maybe something like : Oh! This is this lady who is scratching me all the time! But how could I not scratch him when he looks at me  with his big, smart eyes?

We are living in neighbourhood when I'm possibly a only one foreginer, but fortunately people don't stare at me too much.They Look sometimes stelathily and go back to their routine. At first day my Mother-in law took me for a walk and after that told me to go back home, when she will go behind to check if I remembered the way. On Monday I went alone to the temple to put some chapati for cows. Every morning (afternoon actually) when I walk Abhi to the gate I walk several steps more. Im widenng my limits. Maybe for you it seems funny, but its not. India is not  Europe, rules here are different. Plus everything here is totaly new for me. I don't feel danger here, but the fact that I know only couple words in hindi  I prefer to behave cautiously. But I gradually building my independence.

And only from the morning I'm thinking what to eat, what to make on breakfast, or what polish dishes cook soon. And I'm telling my mother-in-law that I can't focus about nothing else and she is laughing and telling me : You are in punjabi house now! It's normal! If yes, so I'm going to check what we have in the fridge...

Review - Boombox Brewstreet -The next level of having fun. /Recenzja - Boombox Brewstreet - wyższy poziom dobrej zabawy.

Day after my arrival in New Delhi we decided to celebrate our final reunion. This time I came to India not only for holidays, not only for a couple of days but I came here to live and tame reality.

We didn't see each other for three long months. Weeks of longing, sadness, tense and stress because of fights with incompetet officials. It was obvious that after all these things we need to relax and just be happy together before facing new challenges (move to family house, work and new everyday rituals). Even when I was still in Poland Abhi found cafe, which brews there own beer : Molecule. Next to the drinks, menu promises really exciting food. So of course we really wanted go there.

When we arrived, we kissed the handle because in Molecule at this time was hosting a private party, which should have finished in the next hour. We are not people who give up so easly so we decided to wait in a different cafe, two levels higher. Cafe, who also brews their special beer. Boombox Brewstreet in Gurgaon. You should remember this name!

First what we noticed was the great decor with Edison lights and music bands pictures on the walls (we sat next to the The Beatles, because this day Abhi had shoes with them!). Design is made very carefully here, with eye to details. Boombox staff was wearing t-shirts with music bands on their back. Our favourite is The Doors. This  you should know if you follow us on Instagram or Facebook surely know why ;)

In the beggining we had samples of three kinds of beer in small glases. Wheat, dark and Boombox Spl - brewed here, in place. About wheat I can't write because I don't like this kind of beer so I can't appreciate it. It was very light in colour, almost white, little cloudy. But I'm sure, fans of wheat beer would like it. The dark brew beer has chocolate and liquorice. Sounds nice right? For those of you, who don't like liquorice don't worry - you won't feel it much in its taste. But the dark beer became our favourite . Totally surprised because often dark beers are very intense and heavy in taste that its hard to drink more than one mug. This dark beer from Boombox was totally different, light and refreshing in nice flavour! We ordered 1,5 liter for 375 INR (around 23 zloty).

Quickly we forgot that we planned go anywhere else. Actually you have to use strength to move us off from there! Besides beer, staff is amazing! It super important because not only menu is important in restaurants, but staff creates a great atmosphere too. Boys were helpful, patience, advised, suggested and waited. Big respect! And then it turned out that the manager of this place knew Abhi from the time when he worked for Hard Rock Cafe. World is very small!

After our first mug of beer it was time for food. Oh boy! We got for try amuse bouche (tiny one spoon dish served in restaurants before starter). It was deconstructed chaat (curd and tamarind chutney) sered on old iron with dry ice inside which makes a spectacular impression. You can see it on pictures. Amuse bouche was delicious, for me it tastes a little like golggapas. After that we ate kohliwada chicken with masala onion and it was probably the best onion mash we ever ate. Seriously! After that keema naan pizza. O Jeeeezzzzz! I can eat it, and eat and eat...And these dishes are not only little explosions of taste but they are served in its original, nice way. Its not just food served on some plate. Food needs to be served nicely, as we know people eat not only from their mouth but also from their eyes and senses.

Great decor + good beer + delicious food + helpful and smiling staff = next level of fun. This is a recipe for a very good evening, and Boombox gave us all of that. We can't wait to go there again, because we know what is waiting for us there. And we are sure we never have a bad experience there. By accident we found an amazing place to celebrate our final reunion. Great job Boombox! Hi five!

Special thanks to Gyan our server, Mr.Yadav who assisted us later and Paras the manager!

You must visit this place : 
SCO 53, 1st Floor, Main Market, Sector 29, Gurgaon

(A&J)














Dzień po moim przylocie do New Delhi postanowiliśmy z Abhim uczcić nasze spotkanie. Tym razem przyleciałam do Indii nie na wakacje, nie na kilkanaście dni ale po tym by tutaj żyć i oswajać niesamowitąrzeczywistość

Nie widzieliśmy się trzy długie miesiące. Tygodnie pełne tęsknoty, smutku, napięcia i stresu związanego z załatwianiem dokumentów i walką z nieprofesjonalnymi urzędnikami. Oczywiste było, że chcemy się zrelaksować, odprężyć i nacieszyć sobą przed kolejnymi wyzwaniami (przeprowadzka do rodzinnego domu, praca i nowe codzienne rytuały). Jeszcze kiedy byliśmy w Polsce Abhi znalazł pub, który wytwarza własne piwo : Molecule. Poza piwem menu obiecywało prawdziwie ekscytacje dla podniebienia. Nie mogliśmy się doczekać żeby tam pójść. 

Od razu pocałowaliśmy klamkę, bo w Molecule trwała impreza zamknięta, która miała się skończyć za godzinę. Nie jesteśmy ludźmi, którzy łatwo się poddają, więc postanowiliśmy poczekać w pubie znajdującym się dwa piętra wyżej. Pubu, który również wytwarza swoje własne piwo. Boombox Brewstreet w Gurgaon. Zapamiętajcie tę nazwę!

Pierwsze rzeczy, które rzuciły nam się w oczy był świetny wystrój tego miejsca, z żarówkami Edisona czy zdjęciami grup muzycznych (usiedliśmy koło ściany z The Beatles, w sam raz idealnie do butów Abhiego, które miał na nogach tego dnia), i dbałością o najmniejsze szczegóły. Pracownicy Boombox noszą koszulki z podobiznami artystów na plecach. Nasza ulubiona to The Doors. Ci z Was, którzy śledzą nas na Instagramie lub Facebooku, na pewno wiedzą dlaczego ;)

Na dzień dobry dostaliśmy trzy małe szklaneczki z piwami do spróbowania. Pszeniczne, ciemne i Boombox Special - wytwarzane na miejscu. O pszenicznym nie będę pisać ponieważ nie lubię tego rodzaju piwa i nie potrafię go docenić. Było bardzo jasne niemal białe, lekko mętne, podejrzewam że fanom pszenicznego piwa przypadłoby do gustu. Piwo wytwarzane na miejscu to Boombox Special, którego jednym ze składników jest czekolada i lukrecja. Brzmi nieźle co? Dla tych, którzy nie znoszą lukrecji - nie obawiajcie się, nie jest jakoś specjalnie wyczuwalna. Naszym faworytem zostało jednak ciemne piwo. Totalna niespodzianka, ponieważ ciemne piwa są często bardzo intensywne i ciężkie w smaku, tak że trudno jest wypić więcej niż jeden kufel. Ciemne piwo z Boomboxa jest lekkie, orzeźwiające i o bardzo przyjemnym, nieprzytłaczającym smaku. Zamówiliśmy dzban, 1,5 litra za 375 INR (ok 23 złote).

Zapomnieliśmy, że w ogóle mieliśmy iść gdziekolwiek. Właściwie siłą ciężko byłoby nas stamtąd wyciągnąć. Poza piwem, obsługa jest niesamowita, co jest ważne. bo nie tylko menu ale i obsługa tworzy klimat miejsca. Chłopaki byli pomocni, cierpliwi, doradzali, proponowali, czekali. Wielki szacun! Okazało się też, że świat jest bardzo mały ponieważ manager tego miejsca zna Abhiego z czasów kiedy pracował dla Hard Rock Cafe. 

Po pierwszym kuflu piwa przyszła pora na jedzenie. I to jakie! Dostaliśmy na spróbowanie amuse bouche (maleńkie danie, na jedną łyżkę, które restauracje serwują przed przystawką). Była to dekonstrukcja chaat (jogurt i chutney z tamaryndowca) podany na starym żelazku, do którego włożono suchy lód co robiło super wrażenie. Zresztą zobaczcie na zdjęciu. Sam amuse bouche był pyszny, smakował trochę jak golgappas. Poza tym jedliśmy kurczaka (kohliwada chicken i masala onion) i była to najlepsza cebula jaką jedliśmy. Serio. Do tego keema naan pizza. O rany! Mogłabym to jeść i jeść i jeść. Poza absolutnie eksplodującym wszystkie zmysły smakiem dania są oryginalnie i  ciekawie podane. Jedzenie nie jest byle jak rzucone na talerze, wszystko ma należytą oprawę. A jak wiadomo jemy również oczami, nikt nie ma ochoty na nieapetycznie wyglądającą papkę na talerzu. 

Świetny wystrój + dobre piwo + genialne jedzenie + pomocna i uśmiechnięta obsługa = wyższy poziom dobrej zabawy. To jest nasz przepis na udany wieczór, i to zapewnił nam Boombox Brewstreet. Nie możemy się doczekać, żeby pójść tam znowu, bo wiemy co nas czeka. Na pewno nie wyjdziemy stamtąd smutni. Przez przypadek uczciliśmy nasze spotkanie w najlepszym z możliwych miejsc. Dobra robota Boombox! Spisaliście się na piątkę!

Obowiązkowy punkt na mapie :
SCO 53, 1st Floor, Main Market, Sector 29, Gurgaon

(A&J)