Skip to main content

Navratri, część 3. / Navratri, part 3.

Na studiach, wykładowca socjologii mówił nam, że kiedy odwiedza jakieś miasto po raz pierwszy idzie najpierw na cmentarz, bo tam poznać miejsce można najlepiej. Ja zawsze powtarzam, że według mnie daną kulturę można poznać poprzez religię i celebrowaniu świąt. Dlatego między innymi obchodziłam w tym roku Navratri razem z Abhim. Choć celebrowałam to święto głównie dlatego, że chciałam i jestem kompletnie zafascynowana wszystkimi rytuałami i regułami.

Moja polska wersja Navratri była uboga, chociażby dlatego, że nie wszystkie produkty spożywcze są tutaj łatwo dostępne (chociażby sago czy mąka gryczana i semolina), ale także dlatego, że nie znam tu nikogo kto również świętuje ten festiwal, zatem robiłam wszystko sama.

Post okazał się trudniejszy niż oczekiwałam. Mogłam jeść naprawdę wiele produktów, tymczasem czwartego dnia przyszedł kryzys. Jedyne czego pragnęłam najbardziej to kawa i czekolada. Nie pomyślałam ani razu o zrezygnowaniu z postu, jednak ponieważ z natury jestem niskociśnieniowcem, tego dnia cała drżałam kiedy czułam zapach kawy (a czułam często, bo kolega z pracy pije ją litrami). Jednak to przeszło i nie wróciło więcej. Przez pierwsze trzy noce miałam również koszmary senne i przeraziło mnie to. Czułam, że Bogini mnie nie akceptuje i nie chce żebym się do niej modliła. Było mi smutno, ale się nie poddałam. Po raz kolejny zapaliłam przed nią lampkę i powiedziałam, że będę to robić nawet pomimo koszmarów. Będę to robić, bo chcę. I koszmary ustały...

Podczas festiwalu nauczyłam się też nowych przepisów (pakora, kotlety ziemniaczane, sabhudana kheer) lub doskonaliłam już znane (parantha - z mąką gryczaną jak dla mnie, początkującej, bardzo trudne do wykonania).

Jednak Navratri to nie tylko jedzenie. Moją ulubioną porą dnia był moment kiedy po prysznicu, przed posiłkiem,  zapalałam lampkę przed wizerunkiem Bogini. Wyciszało mnie to, stałam się bardziej refleksyjna, spokojna, jakby bardziej radosna. I chociaż trudno było utrzymać pozytywne myśli każdego dnia (o walce z urzędnikami napiszę w innym poście), to starałam się zawsze znajdować pozytywne strony. Chociażby wieczorny telefon od Abhiego. Nie mam ubrań we wszystkich kolorach Festiwalu ale starałam się zakładać chociaż jeden element (na przykład pomarańczowe kolczyki bransoletka). Świętowałam Navratri w Polsce również dlatego, że nie wiem gdzie będziemy mieszkać za rok i tak naprawdę nie wiem kiedy będę mogła celebrować ten festiwal w Indiach, a bardzo chciałam tego doświadczyć. Udało się!

Te dziewięć dni udowodniło mi, że jestem silniejsza niż mi się wydawało. Jestem w stanie ćwiczyć silną wolę bardziej i mogę być bardziej wytrwała (chociaż po 5 miesiącach dosyć ścisłej diety, po której schudłam 13 kg chyba wiem czym jest dyscyplina ;) ). Okazuje się, że kawa wcale nie jest mi potrzebna by przetrwać dzień, nawet jeśli mam niskie ciśnienie. Piłam zieloną herbatę i świeże owocowe soki i po kilku dniach byłam senna coraz mniej, a w sobotę spędziłam 17 godzin na nogach. Bez kawy. Nauczyłam się też być mniej krytyczna wobec siebie. Dążenie do zachodniego ideału kobiety to jak walka z wiatrakami. Telewizja sprzedaje nam anorektyczne obrazy kobiet, które mieszają nam w głowie. Nie chcę tak wyglądać. Chcę być sobą. Podczas Festiwalu nauczyłam się też, że nie istnieje coś takiego jak "nie umiem się modlić". To nie o to chodzi. Jeśli jesteś szczery sam ze sobą, wszystko co robisz jest szczere. Wystarczy wiara i dobra wola. To był piękny czas. I bez względu na to gdzie będziemy mieszkać w przyszłym roku, wiem że również będziemy celebrować Navratri, bo to dobry czas.

(Irrakuri)

 Kwiaty zebrane na łące / Flowers gathered from the meadow
 Moja domowa, mała kapliczka / My home small temple
Sabhudana kheer

***

In college, a professor of sociology told us that when visiting a city for the first time he always go first to the cemetery, because there you can get to know the place well. I always say that to me the given culture can be recognized by faith and celebration of holidays. Therefore, among others, I celebrated this year Navratri with Abhi. Although I celebrated this festival mainly because I wanted to and I was completely fascinated by all the rituals and rules.

My Polish version of Navratri was poor, only because not all foods are readily available here (even sago or buckwheat flour and semolina), but also because I do not know anybody who also celebrates this festival here, so I did everything alone.

Post proved to be more difficult than I expected. I could eat a lot of products, while by the fourth day crisis struck. The only thing I wanted most was coffee and chocolate. Not even once I thought to drop my fast,  even because i have an issue with my blood pressure and that day I was shaking when I felt the smell of coffee (and often felt, because a colleague drank liters of it). But it passed and did not return anymore. For the first three nights I had nightmares which also scared me. I felt that the Goddess does not accept me and does not want me to pray for her. I was sad, but i did not give up. Once again, I lit a lamp in front of her and said that I would do it even though i have nightmares. I do it because I want to. And the nightmares stopped ...

During the festival also I learned the new recipes (pakora, potato chops, sabhudana kheer) or perfected already known (parantha - from buckwheat flour for me, novice, which was very difficult to do).
However, Navratri is not just about food. My favorite time of day was the moment when, after a shower, before a meal, I lit a lamp in the front of the image of the Goddess. I became more calm , I became more reflective, quiet, and more joyful. And although it was hard to keep positive thoughts every day (about the fight with officials write in another post), I tried to always find the positive side. Even an evening phone call from Abhi. I do not have clothes in all colors of the Festival but I tried to establish at least one element (for example, the orange earrings, bracelet). I calebratre Navratri in Poland also because we do not know where we will live in next year and I really do not know when I'll be able to celebrate this festival in India, and I wanted to experience it. And I did it!

These nine days proved to me that I'm stronger than I thought. I am able to practice a strong will, and  can be more persistent (though after 5 months of fairly strict diet, after which I lost 13 kg I think I know about the discipline;)). It turns out that coffee is not at all the I need to survive the day, even if I have low blood pressure. I drank green tea and fresh fruit juice and a few days later I was less sleepy, and on Saturday I spent 17 hours on my feet. Without coffee. I learned also to be less critical of each other. The quest for the Western image of a ideal woman is like tilting at windmills. TV sells us images of anorexic women who confuse us in the head. I do not want to look like that. I want to be myself. During the festival, I learned, too, that there is no such thing as "do not know how to pray." It's not about that. If you are honest with yourself, all you do with sincerity. Just faith and good will. It was a beautiful time. And no matter where we will live in the next year, I know that we will also celebrate Navratri because it's a good time.

Comments

Popular posts from this blog

Związek na odległość: Natalia i Abhishek / LDR : Natalia & Abhishek

Niedawno pisaliśmy Wam o tym jak bardzo podziwiamy pary, które miesiącami czy nawet latami żyją w związkach na odległość. To bardzo trudne i wymaga wiele cierpliwości, zaufania i miłości. Jednak takie związki się udają, a często są o wiele silniejsze niż te "zwyczajne". Wyobraźcie sobie jak wspaniały jest moment pierwszego spotkania w cztery oczy, ile emocji, ile radości!

Dzisiaj przedstawiamy Wam Natalię, która opowie Wam o swoim związku na odległość z Abhim. Już niedługo, nareszcie, spotkają się na żywo! Czy miłość nie jest piękna i warta pracy i poświęceń?

Jeśli i Wy chcecie podzielić się na naszym blogu swoją miłością na odległość, wyślijcie nam maila : polindidiaries@gmail.com

*
Lately we wrote how much we admire couples who live in long distance relationships for months or even years! It's very hard and it requires a lot of patience, trust and love. But these relations work and very often are stronger than the "usual". Imagine how wonderful is the moment o…

Polska vs. Indie / Poland vs. India

Tak, Indie to niesamowity kraj. Jest jak inna planeta, nigdzie nie znajdziecie drugiego takiego miejsca. Czasami czuję się tutaj jak kosmita, tak bardzo wszystko w tym kraju jest inne od tego co znam, od miejsca w którym się urodziłam i wychowałam. A jednak czuję się w Indiach swobodnie, dobrze, jak w domu. Możliwe, że jednym z powodów jest fakt, że mieszkamy w stolicy państwa. Myślę, że każda stolica w każdym kraju jest trochę jak samotna wyspa, ludzie są tacy sami, mówią tym samym językiem, a jednak zasady panują tu trochę inne. Ludzie są jakby bardziej swobodni i nowocześni. Stolice krajów, które znam zawsze są trochę jak oddzielne państwa.

Podobnie jak ludzie z całej Polski przyjeżdżają do Warszawy na studia czy do pracy tak samo mieszkańcy małych miast Indii wyruszają do Delhi po lepszą przyszłość (ale ponieważ kraj jest gigantyczny, ludzie południa wyruszają do Mumbaju). Podobnie jak w Warszawie, ludzie w Delhi czują się na początku zagubieni i przytłoczeni ogromem miasta, tłok…

Przepis na : Łodygi Kalafiora / Recipe for Gobhi ke danthal

Kalafior. Bardzo wdzięczne warzywo, które można przygotowywać na wiele sposobów (w Polsce popularny z majonezem lub bułką tartą smażoną na maśle - w Indiach paratha nadziewana kalafiorem lub aloo gobhi czyli dosłownie ziemniaki z kalafiorem). Większość z nas stosuje jedynie różyczki i wyrzuca resztę. Sama też tak robiłam!  Jakiś czas temu słyszałam, że niektórzy wykorzystują liście tego warzywa żeby zrobić zdrowe chipsy albo pesto. Jednak nie spotkałam się do tej pory z gotowaniem kalafiorowych łodyg! W Indiach są bardzo popularne, na tyle, że na targu możecie kupić same łodygi, bez różyczek i liści. Poza tym jest to warzywo bardzo często używane w indyjskiej kuchni zatem uzbieranie odpowiedniej ilości łodyg to kwestia kilku dni. Można wyczarować z nich przepyszne danie, którym chcę się z Wami podzielić. Jestem od niego uzależniona.

Łodygi kalafiora:

- 6-12 łodyg kalafiora (w zależności od grubości) - pokrojone w słupki
- 3-4 średnie cebule - bardzo drobno posiekane
- 1 łyżka pasty imb…