Film o kobietach : "PINK" / A movie about women : "PINK"

Jeśli myślicie, że Bollywood to tylko taniec i śpiew - jesteście w błędzie. Kino indyjskie jest tak różnorodne, jak różnorodna jest indyjska kultura. Hindusi poza kolorowymi obrazami o miłości potrafią zrobić dobry film obyczajowy, który w dodatku porusza ważne kwestie. Taki właśnie jest "Pink" film o kobietach w Indiach.

Jest to historia o trzech młodych dziewczynach mieszkających w Delhi. Są przyjaciółkami, niezależnymi kobietami, które wynajmują razem mieszkanie, w tygodniu pracują, a w weekendy chodzą na imprezy. Ubierają się stosownie do swojego wieku, w dżinsy, sukienki, czasem bluzki z dekoltem, krótkie spodenki. Mają tatuaże i modne fryzury. Nic nadzwyczajnego, powiecie. To życie milionów kobiet w Europie, dodacie. Jasne, jednak wciąż nie w Indiach.

Bohaterki filmu idą na imprezę, podczas której dobrze się bawią. W standardzie młodych ludzi - muzyka, piwo. Bez żadnych wybryków. Jednak impreza nie kończy się dobrze. Dziewczyny są molestowane przez swoich kolegów. Jedna z nich, w ramach samoobrony uderza napastnika butelką w głowę. Tak zaczyna się ta historia. Zszokowane przyjaciółki wracają do domu, a "ofiara" ląduje w szpitalu z pękniętym łukiem brwiowym. Jak się okazuje jest to wystarczający powód do okropnej zemsty. Nagabywanie, znęcanie psychiczne, utrudnianie życia na każdym kroku, aż w końcu jedna z dziewczyn trafia do więzienia oskarżona o usiłowanie morderstwa i prostytucję. Druga połowa filmu toczy się na sali sądowej.

I ta właśnie rozprawa pokazuje jak wygląda życie wielu dziewcząt w Indiach. Film jest z 2016 roku, zatem bardzo aktualny. Kobiety w Indiach zmagają się z wieloma zakazami, nakazami i regułami. Mężczyznom wolno niemal wszystko i nikt nie zwróci im uwagi. Bohaterki filmu zostają ukazane jako panny lekkich obyczajów. Dlaczego? Ponieważ nie mieszkają z rodzicami. Ponieważ chodzą na imprezy. Ponieważ uśmiechają się do mężczyzn. Ponieważ zakładają spódnice pokazujące ich nogi. Czy naprawdę jest to powód by oskarżyć kobietę o prostytucję? Czy jeśli kobieta w czasie rozmowy uśmiechnie się do mężczyzny lub dotknie jego ramienia, oznacza to, że zaprasza go do łóżka? Czy jeżeli kobieta chce być samodzielna i potrafi sama się utrzymać to znaczy, że na pewno zarabia jako prostytutka? Czy taki sposób myślenia nie zanikł jakieś 100 lat temu? Nie. Dlaczego? Ponieważ, jak wspomniałam wcześniej, kobiety w Indiach muszą przestrzegać wielu zakazów i nakazów, jeśli w jakikolwiek sposób się z nich wyłamują, nie jest to dobrze postrzegane. Wciąż. Natomiast bardzo wielu chłopców wychowywanych jest jak królowie przez co żyją w przeświadczeniu, że wolno im wszystko i nie zostaną za to ukarani. Czas powiedzieć nie.

Puentą filmu jest bardzo proste zdanie "NIE ZNACZY NIE". Kropka. Bez względu na to w jakim kraju żyjemy, każda kobieta ma takie same prawa jak mężczyźni i NIE ZNACZY NIE.

Nie zdradzę Wam zakończenia filmu, bardzo polecam Wam go obejrzeć jeśli tylko będziecie mieli okazję. Dziewczyny, to ważne byście walczyły o swoje prawa! Niczym nie różnicie się od mężczyzn, Wy również możecie oddychać pełną piersią, korzystać z młodości i cieszyć się z życia. Jeśli Wy nie powiecie NIE, to nic nigdy się nie zmieni.

"Pink" to dobry film.  A jeśli kobieta mówi nie, to znaczy nie. Nieważne jak jest ubrana i w jakim kraju żyje. NIE ZNACZY NIE!


If you think that Bollywood is only about dance and loud songs then you are wrong. Very wrong!. Indian movies are different like their different culture, Indians, besides colorful pictures about love can make very good movies, which touch very important topics. And that's how "Pink": A movie about women in India.

This is a story about three young girls living in Delhi. They are friends, independent women who rent a flat together, work in the week and party over the weekends. They wear western clothes. Jeans, dresses, blouses with a neckline, short pants. They have tattoos and trendy hairstyles. Nothing special, you will say. It's life of a billion women in Europe, you add. Yes, of course. But it's India.

Heroines in the movie are going for a party, where they have a lot of fun. Young people ideal way- beer, music, nothing unusual. But thats not all that happens in this party. Girls are harassed by their colleagues so one of girls hits the boy with a bottle on the head. That's how this story begins. Shocked girls coming back home and "victim" lands in the hospital with a cracked forehead. It's a big enough reason to take such an awful revange. Solicitation, mental abuse, obstruction of life at every turn, until one of the girls goes to jail and gets charged with attempted murder and prostitution. The second half of the film takes place in the courtroom.

And this dissertation shows how the lives of many girls in India look. It's a fresh movie, from 2016, so very on time. Women in India are struggling with a number of prohibitions, orders and rules. Men are allowed almost everything and nobody will pay attention to them. The heroine of the film is shown as Miss loose morals. Why? Because they do not live with their parents. Because they are going for parties. Because they smile at men. Because they are wearing skirts showing their legs. Is it really a reason to accuse woman of prostitution? Is when a woman smiles while talking to a man or touches his arm, it means that she invited him to bed? Whether, if a woman wants to be independent and able to sustain itself it means that certainly has the money from prostitution? Is this the way of thinking which was lost a 100 years ago? No. Why? Because, as I mentioned earlier, women in India must comply with a number of do’s and don'ts, if in any way they are breaking rules, it is not well seen. Still. In contrast, many boys are raised as the kings who live in the conviction that they can do everything they want, and will not be punished for that. It's time to say no.

The point of the film is a very simple phrase "NO MEANS NO" Period. No matter what country we live in, every woman has the same rights as men and NO MEANS NO.

I will not tell you the end of the movie, I highly recommend you to watch it if you have the opportunity. Girls, it's important to fight for our rights. You are not different from men, you also can breathe freely, use the youth and enjoy life. If you do not say NO, it will never change.

"Pink" is a good movie. And if a woman says no, it means no. No matter how she is dressed and in whichever country she belongs to. NO MEANS NO!

Pierwsza rocznica i Riders Music Festival / Our first anniversary and Riders Music Festival


18 lutego 2016 czyli rok temu Abhi wysłał do mnie wiadomość na portalu randkowym. Było to tylko jedno słowo ale odmieniło nasze życie na zawsze. W pierwszych postach na blogu możecie przeczytać historię o tym jak się poznaliśmy (Irrakuri i  Martian). W ciągu tego roku wydarzyło się więcej niż w ciągu kilku ostatnich lat. Spędziliśmy niezliczoną ilość godzin rozmawiając na Skype, w maju po raz pierwszy przyleciałam do Indii, było tak wspaniale, że już podczas przywitania na lotnisku wiedzieliśmy, że chcemy spędzić razem życie. W sierpniu wróciłam do New Delhi na dwa tygodnie i wtedy Abhi mi się oświadczył. W listopadzie rzuciłam wszystko i przeprowadziłam się do Indii. W grudniu wzięliśmy ślub i jesteśmy ogromnie szczęśliwi, że już nie dzieli nas 6000 kilometrów. Całkiem sporo jak na jeden rok, prawda?

Każdy dzień jest dla nas przygodą i niespodzianką. Planujemy wspólną przyszłość i podróże. Jesteśmy zakochani i szczęśliwi (odpukać) i życzymy sobie miliona kolejnych wspólnych lat, a Wam wszystkim wspaniałej miłości i odwagi by o nią walczyć. Warto.

***

Z okazji naszej rocznicy wybraliśmy się na pierwszy dzień Riders Music Festival na JLN Stadium w Delhi. Przyznam bez bicia, że nie znałam wcześniej występujących wykonawców (poza kilkoma piosenkami na youtube) ale bardzo miło mnie zaskoczyli. Najbardziej podobał mi się występ Hari & Sukhmani, którzy mają w sobie energię i moc, która porywa do tańca. Największe zainteresowanie wzbudził oczywiście Lucky Ali, który jest niekwestionowaną gwiazdą rocka na indyjskiej scenie. Jest popularny i właściwie wcale się temu nie dziwię. Świetny muzyk, ale jak dla mnie przerwy pomiędzy piosenkami były trochę zbyt długie, jakby artysta nie miał pomysłu na swój koncert. (Albo był pijany :P)

Na festiwalu spędziliśmy wspaniałe popołudnie. Była to na pewno nie lada gratka dla fanów motocykli (Abhi marzy o Harleyu i oczy mu się świeciły na widok wszystkich dwóch kółek z tym logiem). Poza tym strefa kulinarna była przepięknie oświetlona i można było usiąść w miłym otoczeniu i zjeść coś dobrego. Właściwie festiwal podobny był to wielu naszych polskich muzycznych festiwali, chociaż chyba na trochę mniejszą skalę. Nam się podobało. Wieczorem pojechaliśmy do naszego ulubionego pubu (Blues na Canought Place) by się odprężyć, posłuchać jeszcze więcej muzyki (chociaż nie na żywo) i wznieść toast za naszą miłość.

Niech żyje muzyka. Niech żyje Harley-Davidson. Niech żyje miłość. Sto lat wspaniałości!
















 
18th Febuary 2016, so a year ago Abhi sent me message on a dating app. It was only one word but it changed our lives forever. In the first posts on the blog you can read our story as to how we met (Irrakuri and Martian). During this year a lot happened to us than it can for couple in some years. We spent uncountable  hours talking on Skype, in May I came to India for the first time and it was so amazing that when we hugged at the airport we knew that we want to spend our lives together. In August I came back to New Delhi for two weeks and then Abhi proposed. In November I dropped everything and moved to India. In December we got married and we are so happy that 6000 km no longer stand between us any more. Phew!! A lot of things for one year right?

Every day is an adventure and surprise for us. We are planning our future and travels together. We are deeply inlove and happy (knock on the wood) and we wish each other billion another years and for all of you we wish wonderful love and courage to fight for it. It's worth it.

***

To celebrate our anniersary we decided to go for the first day of the Riders Music Festival in JLN Stadium in South Delhi. I can admit that I didn't know earlier musicians performed in this festival  (only couple of songs streamed on youtube) but they didnt disappoint.  The most I liked were Hari & Sukhmani’s concert they have the energy and power that I like in music. You just want to dance! The greatest interest aroused of course because of Lucky Ali, who is quite a star  in India. He is very popular and I'm not surprised. He is a great musician but for me breaks between songs was a little too long. It's looked like he had no idea what to do on scene...

We spent a great afternoon at this festival. And it was a great event for the motocycles fans (Abhi dreams about Harley-Davidson and his eyes shine every time when he looks at a Harley ). Food area was lit beautifully so you could sit in a really nice environment and eat something yummy. Actually this festial was similar to many polish music festivals, maybe was only a little too short in terms of time.  We enjoyed this time. 
In the evening we went to our favorite pub (Blues in Connaught Place) to chill and raise a  toast for our love.
 
Long live the music! Long live the Harley-Davidson! Long live love! Hundreds of years of blessing!

Nasz ślub, część 2 / Our wedding, part 2

Część pierwszą przecie tutaj : klik

Lubię wspominać dzień naszego ślubu. Myślę, że był jednym z najpiękniejszych momentów w moim życiu (razem z chwilą kiedy zobaczyłam Abhiego na lotnisku po raz pierwszy w życiu - do tej pory pamiętam jak pięknie pachniał i jak mocno biło mi serce). Przetrwaliśmy miesiące żyjąc ponad 6000 kilometrów z dala od siebie, przetrwaliśmy randki na Skype, tęsknotę a nawet nieporozumienia (Bariera językowa). Przetrwaliśmy to, bo nic nie jest ważniejsze od naszej miłości i pewności, że chcemy razem spędzić resztę naszego życia. Dlatego 10 grudnia 2016 roku w małej świątyni w Nowym Delhi, odbył się nasz ślub.

Jak wspominałam w poprzednim poście, nigdy nie chcieliśmy mieć wielkiego tłustego wesela dlatego zorganizowanie uroczystości w siedem dni nie było dla nas dużym wyzwaniem. Jednak nie obylibyśmy się bez pomocy bliskich za co jesteśmy wdzięczni.

Ten dzień był nie tylko szczęśliwy, ale również bardzo długi. Po porannych rytuałach i popołudniowej drzemce przyszła pora by zrobić ze mnie bóstwo! Spędziłam w zimnym pokoju z kosmetyczką jakieś trzy godziny. Nie, żeby tyle czasu się mną zajmowała. Kiedy mnie pomalowała, uczesała i pomogła założyć sukienkę mogłam usiąść spokojnie w fotelu z dala od zgiełku (w tym czasie do naszego domu przyszło chyba ze 30 osób), a ona zajęła się moją teściową i kuzynkami. Jeśli zastanawiacie się co założyć na Was indyjski ślub - w choli i lehendze będziecie czuć się jak milion dolarów. Polecam! W tym czasie teściowa przyniosła mi lunch (w wielu rodzinach panna młoda pości przez cały dzień i może zjeść coś dopiero po ceremonii zaślubin - na szczęście w naszym domu ta zasada nie obowiązuje!). Nadszedł czas kiedy wróciłam do naszego mieszkania i zobaczyłam przed sobą najprzystojniejszego mężczyznę na ziemi. Mojego przyszłego męża ubranego w prostą dothi kurtha, w której wyglądał po prostu nieziemsko!

Do świątyni pojechaliśmy razem ale do środka weszliśmy oddzielnie. Abhi z rodzicami - ja z kuzynkami. W końcu nadszedł ten długo wyczekiwany moment. Zanim usiedliśmy na podłodze przy ogniu, nałożyliśmy sobie nawzajem na szyje wieńce z kwiatów. Pięknie pachniały. Nie rozumiałam ani jednego słowa z wypowiadanych przez duchownego mantr, ale ogień, pomruki rozmów, zapach kwiatów i podniosła atmosfera ceremonii sprawiły, że czułam się jak bohaterka bajek o księżniczkach. Ślub w świątyni ma niesamowity, niepowtarzalny klimat i sprawia, że małżonkowie mogą się poczuć sobie jeszcze bliżsi. Moimi ulubionymi chwilami były te kiedy chodziliśmy razem dookoła ognia (pan młody prowadzi pannę młodą 4 razy, następnie panna młoda prowadzi pana młodego 3 razy) i kiedy Abhi zanurzył swoją obrączkę w sindoorze i nakreślił nim znak na moim czole, a następnie włożył na moją szyję ślubny naszyjnik - mangalsutrę.

Po ceremonii spadł na nas deszcz kwiatów, kilka osób założyło Abhiemu na szyję naszyjniki z pieniędzy i wszyscy chcieli zrobić sobie z nami milion zdjęć. A był to dopiero początek, ponieważ podczas kolacji tych zdjęć było jeszcze więcej. W czasie kolacji państwo młodzi powinni usiąść na scenie i czekać na gości, którzy podchodzą do nich, wręczają kopertę i pozują do zdjęcia. Jednak nasi goście od razu rzucili się na jedzenie (Pujabczycy :D), więc zeszliśmy ze sceny i cały wieczór spędziliśmy siedząc gdzieś na sali, a w tym czasie podchodzili do nas goście i nam gratulowali. Nie był to jednak koniec przyjęcia.

Kiedy wróciliśmy do domu, w drzwiach czekały na nas dwie kuzynki. Był to czas ostatnich rytuałów. Kuzynki nie chciały wpuścić nas do domu dopóki im nie zapłacimy! I tak zaczęły się negocjacje...Przypomina mi to polski zwyczaj stawiania bram (przed, nie po ślubie) kiedy przyjaciele bądź sąsiedzi tarasują młodym drogę do kościoła i oczekują łapówki w postaci wódki. Kiedy w końcu mogliśmy wejść do domu musiałam przewrócić stopą garnek z suchym ryżem (na szczęście) i wejść prawą stopą (koniecznie!) w wodę zmieszaną z sindoorem i następnie znów prawą stopą zrobić pierwszy krok i przejść do naszej sypialni. Czynności te robi kobieta ponieważ w Indiach to panna młoda zawsze przeprowadza się do domu pana młodego, nie na odwrót. Następnie walczyliśmy z Abhim o obrączkę w misce pełnej mleka. Walczyliśmy trzy razy, zwycięstwo było wróżbą kto będzie w tym małżeństwie rządził. Wyszedł remis! Na końcu przesypywałam mąkę z rąk do rąk z mężem, teściami, bratem i kilkoma kuzynami i w końcu zostawiono nas w spokoju. Mogliśmy się przebrać, wypuścić wciągnięte brzuchy i cieszyć się swoją miłością. Od tej pory byliśmy mężem i żoną.

O symbolice ognia podczas indyjskiego ślubu i dlaczego państwo młodzi okrążają go siedem razy podczas ceremonii napiszę w następnym poście :)











First part you can read here: click

I remember the day of our wedding. I think, it was one of the most beautiful moments in my life ( with a moment when I saw Abhi on the airport for the first time - until now I remember how beautiful he smells and how hard was my heart pounding). We survived months living separately for more than 6000 km apart from each other, we survived Skype dates, longing and also misunderstanding (Language barrier). We survived it because nothing is more important than our love and surely that we want to spend together the rest of our lives. That's why on the 10th of December 2016 in small temple in New Delhi we got married. 

As I mentioned in the last post we never wanted to have a big fat wedding that’s why preparing for our celebration in seven day wasn't actually that hard. But we couldn't do it without our relatives who were very helpful, and thank you for that!

That day was not only very happy but also very long. After the morning rituals and some nap it was time to make me look like a Goddess ;) I spent in cold room with the beautician three long hours. Don't think that she was busy with me that long! When she applied make-up on my face , made my hair and helped me wear wedding clothes I could relax far away from the noise (at this time at our home were maybe around 30 people!) and beautician took care of my mother-n-law and cousins. If you are wondering what to wear on your indian wedding - in choli and lehenga you will feel like a billion dollars. I swear! At this time my mother-in-law gave me lunch (in many indian families bride fast all day and she can eat something only after wedding ceremony - luckily this rule doesn't apply in ur family!). After these 3 hours it was time to come back to our flat and finally see the most handsome man on this planet! My future husband wearing simple dothi kurta in which he looks amazing!

to the temple we rode together but we went in separately. Abhi with parents – and me with cousins. Finally this long expected time came. We sat in the front of fire and at this time Abhi and me exchanged flower garlands. They smell incredibly gorgeous. I didn't understand a single word from the mantras that the priest recited but the fire, buzz on conversations, smell of flowers and the raised atmosphere of this ceremony made me feel like a princess from a fairy tale. Wedding at the temple has amazing and unique climate which makes the newlyweds feel even more close to each other. My favourite moments were this when we walked around fire seven times (groom leads four times and bride leads three times) and when Abhi immerse his ring into a sindoor powder and make a sign on my forehead and then put on my neck my wedding necklace - mangalsutra.
After the ceremony guests showered on us flowers and some people put on Abhi’s neck necklace made from money . Next was the time for a million pictures. And it was the beginning because at the dinner people made a lot more pictures with us. At the dinner time newlyweds should sit on the scene where guest come, greet, give them envelope with some cash and….click pictures! But our guest were too busy to eat (Punjabis :D) so all evening we spent in the room walking around or sitting with friends. But still it wasn't the end of this day.

When we came back home, in the doorway waited for us our two cousins. It was time for the last rituals. Cousins didn't want to let us in before we pay them! So we (Abhi) started to negotiate. It's reminds me of a polish ritual of gates (before, and after wedding) when the newlyweds friends or neighbours obstructs the way to the church (traditional gate is made from flowers, sometimes it's just a table) and don't let the young couple to get in before they pay (not money but vodka). When we finally entered the house I had to kick over from my right foot a pot with rice (for happiness!) and then step (right foot first it's very important) into a bowl with water mixed wth sindoor powder. Then I had to take the first step on the floor (yes, right foot) and go to our bedroom. All these things are done by the woman and not the man because in India after wedding it's the who woman moves to her man’s house and not the opposite. After that me and Abhi will play for a ring in the bowl with milk. We did this ring finding three times, the winner is the one who will be the boss at home. Draw was our result! In the end I exchanged flour from hand to hand with my husband, in-laws, brother and some cousins and that was over and people left us alone. We could change clothes, let our sucked in stomaches out and just enjoy our love. Since then we are husband and wife. 

About the symbolism of fire on Indian weddings and why the bride and groom walk around the fire seven times I will write in next post :)

Prosty przepis na indyjską herbatę / Simple recipe for masala chai

W jednym z ostatnich postów pisałam o tym, że kiedyś herbata z mlekiem (tzw. bawarka), którą pijała namiętnie moja Babcia wydawała mi się czymś co najmniej paskudnym. Kilka (naście) lat później przeprowadziłam się do Indii i nie mogę się obyć bez dziennej porcji indyjskiej herbaty, której głównym składnikiem jest właśnie mleko! Niemal od mojego pierwszego dnia tutaj, kubek aromatycznej herbaty, jest naszym (moim i teściowej) popołudniowym rytuałem. A przygotowanie jej jest naprawdę banalnie proste, dlatego dzielę się z Wami przepisem byście również i Wy mogli poczuć w kuchni aromat Indii - tak zwyczajny i naturalny w niemal każdym indyjskim domu. Czytałam wiele przepisów na tę herbatę i wiem, że w wielu domach robi się ją trochę inaczej (tak jak w każdym domu w Meksyku króluje inna wersja guacamole).

MASALA CHAI (na 2 kubki)

W domu wszystko robimy na oko, dlatego miary podaję "mniej więcej", z czasem wyczujecie proporcje najsmaczniejsze dla Was.

-1 i 1/3 kubka wody
- świeży imbir (2-3cm)
- 2/3 kubka mleka
- 1,5 łyżeczki herbaty (nie z torebki!!!)
- cukier (wg uznania - u nas 2 łyżeczki)
- przyprawa "masala chai" (można pominąć)
- opcjonalnie kilka listków świeżej bazylii (bardzo dobre na przeziębienia).

Do małego garnuszka wlewamy wodę i rozgnieciony (byle jak i ze skórką) imbir. Czekamy aż woda zacznie bulgotać i gotujemy ją jeszcze przez ok. 3 minuty (aż stanie się żółta od imbiru). Wsypujemy herbatę i cukier (jeśli słodzicie), a po chwili mleko. Gotujemy przez chwilę (jest to moment w którym możemy dodać przyprawę masala chai i/lub bazylię ale nie jest to konieczne - przyprawa dodaje innego, ciekawego smaku). Gotujemy herbatę, aż zacznie kipieć, zmniejszamy ogień i jeszcze trochę gotujemy. Doprowadzamy do wrzenia dwa-trzy razy i gotowe! Przelewamy herbatę przez sitko do ulubionych kubków i delektujemy się aromatycznym smakiem!

Smacznego!

 my very first masala chai / moja pierwsza indyjska herbata
masala chai and pakora = perfect match! / indyjska herbata i pakora to najlepsza para!

In one of my last post I wrote about tea with milk (bawarka in polish) which my Grandmother drank almost every day which for me was something really disgusting. Several years later I moved to India and can't live without a daily portion of Indian chai - where one of main its  ingredients is milk! Almost from my very first day here a  mug of aromatic tea is our (my and mother in law) afternoon ritual. And preparing this tea is childish  thats why I want to share with you this recipe so also you can in your kitchen feel the Indian aroma - so common and natural in almost every indian house. I read many reicpes as to how to make masala chai and I know, that in many households people make it a little differently (like in almost every house in Mexico they have different recipe for guacamole).

MASALA CHAI (2 mugs)

At home we prepare tea more or less so I'm giving you ingridients "much closer". After some time you will know which proportion are the best for your taste.

- 1 and 1/3 mug water
- fresh ginger (2-3cm)
- 2/3 mug of milk
- 1,5 teaspoon of tea (not tea bag!!!)
- sugar (how you like - we are using 2 teaspoons)
- spice powder "masala chai" (not necessarily)
- optional : several leaves of fresh basil (very good for cold)

In a small pot pour the water and crushed ginger (with skin). Wait until water starts to boil and around 3 minutes (until will be yellow because of ginger). Put tea and sugar (if you want it sweetened), and after a short while pour milk. Boil around minute or two (it's a moment when you can put to your chai "masala chai" powder and/or basil - you don't have do it, it just gives a different, more aromatic flavour). Cook tea until it start boil over, then reduce the flame and rest for a moment. Repeat it 2-3 times and done! Your masala chai is ready! Strain your tea through a strainer to your favourite mugs and enjoy real aromatic indian tea. Enjoy!