Happy Birthday Abhishek! / Wszystkiego najlepszego Abhishek!

Today is my husband birthday!
I really want make this day special for him, because last year we lived our Skype life, and we spent our birthdays separately. 
I want wish my beloved hubby big smile everyday on his face and all dreams come true.
I want wish my beloved man to never change because he is the best person I ever met in my life.
And I want wish him all shoes and clothes on this planet, I know he will love it ;)

Happy Birthday my Sunshine! I love you <3



Dzisiaj są urodziny mojego męża!
Bardzo chcę sprawić aby był to wyjątkowy dzień ponieważ w zeszłym roku żyliśmy na odległość, na Skype i spędziliśmy nasze urodziny oddzielne.
Chciałabym życzyć mojemu ukochanemu mężowi spełnienia marzeń i ogromnego uśmiechu na twarzy każdego dnia!
Chciałabym życzyć mojemu mężczyźnie żeby nigdy się nie zmieniał, bo jest najcudowniejszą osobą jaką kiedykolwiek spotkałam.
I chciałabym mu też życzyć wszystkich butów i ubrań świata, bo wiem że umarłby ze szczęścia ;)

Wszystkiego najlepszego Kochanie! Kocham Cię <3

Dookoła Delhi : India Gate / Around Delhi : India Gate

Myślę, że India Gate to jeden ze znaków rozpoznawczych Delhi, jego wizytówka. Miejsce, do którego na pewno trafi każdy turysta. Jeśli nie lubicie tłumów nie wybierajcie się tam wieczorem (wtedy ciężko wcisnąć między ludzi szpilkę), ale poniedziałkowe przedpołudnie będzie idealne dla miłośników ciszy i spokoju.

India Gate jest to pomnik postawiony w hołdzie wszystkim żołnierzom Indii poległym podczas I Wojny Światowej i w czasie wojen z Afganistanem. Na ścianach bramy wyryte są nazwiska wszystkich żołnierzy, którzy zginęli w czasie tych wojen. Brama ma 42 metry, a na jej szczycie wyryto słowa : Zmarłym z indyjskich armii, którzy polegli z honorem we Francji i Flandrii, Mezopotamii i Persji, Afryce Wschodniej, półwyspie Gallipoli i wszędzie na Bliskim i Dalekim Wschodzie oraz w uświęconej pamięci także tym, których imiona zostały zapamiętane, a którzy polegli w Indiach lub na granicy północno-zachodniej podczas trzeciej wojny afgańskiej. U jej stóp zawsze pali się ogień, którego pilnują pełniący wartę żołnierze (podobnie jak w przypadku Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie).

Warto odwiedzić to miejsce ponieważ ma ogromną wartość historyczną, brama jest ogromna więc robi niesamowite wrażenie, poza tym okolica jest bardzo ładna i zielona. Możecie zabrać ze sobą koc i kanapki i usiąść wygodnie na trawniku i rozkoszować się piękną pogodą (jeśli nie jest to oczywiście wściekle upalne lato).

My wybraliśmy się zobaczyć India Gate w zeszłym roku, w maju, późnym wieczorem. Była to moja pierwsza wizyta w Indiach i jeden z pierwszych zabytków, które zobaczyłam. Pamiętam, że spędziliśmy przedpołudnie z przyjacielem Abhiego, którego wtedy dopiero poznałam (przyjaciela, nie Abhiego :D) , a później spontanicznie wybraliśmy się "zasmakować trochę kultury" ;). Było gorąco, mimo późnej godziny, a dookoła mnóstwo ludzi. Poza tym jest tam trochę jak na jarmarku, stoiska z jedzeniem, bańkami mydlanymi i kiczowatymi plastykowymi zabawkami. India Gate odwiedzają nie tylko turyści ale całe mnóstwo indyjskich rodzin z dziećmi. Brama robi wrażenie swoim ogromem, tym jak jest oświetlona i co symbolizuje (co jest trochę sprzeczne z całym jarmarcznym hałasem dookoła). Jednak im bliżej India Gate tym atmosfera gęstnieje, staje się bardziej intensywna, jakby bardziej poważna, nawet jeśli tylko przez chwilę.

Teraz mijamy Bramę Indii często o poranku, kiedy jedziemy do Ambasady czy Biura Imigrantów i o tak wczesnej porze (około 9 rano) miejsce to jest puste, dlatego jeśli chcecie uniknąć hałasu i tłoku jeźdźcie tutaj jak najwcześniej. Ale jeśli chcecie poczuć na własnej skórze prawdziwy klimat Indii - wieczór to idealna pora by odwiedzić India Gate.

Adres: Rajpath, India Gate, New Delhi, Delhi 110001, India






I think, India Gate, is one of the hallmarks of New Delhi's. Place where every tourist visits in this city. If you don't like crowded places don't go there in the evening (then it is difficult to push a pin between people) but monday forenoon will be perfect for a calm and silent place for lovers.

India Gate is a war memorial built for all soilders of India fallen in the First World War and wars with Afghanistan. On the walls are written names of all the dead soldiers. The Gate is 42 meters high, and on the top there are inscriptions in capial : To the dead of the Indian armies who fell honoured in France and Flanders Mesopotamia and Persia East Africa Gallipoli and elsewhere in the near and the far-east and in sacred memory also of those whose names are recorded and who fell in India or the north-west frontier and during the Third Afgan War. There is always a fire burning at the foot of the gate, guarded by soldiers in charge known as the Amar Jyoti (The Eternal Flame ) (similarly as in the case of the Tomb of the Unknown Soldier in Warsaw).

It's really worth to see this place because it has great historical value, Gate is huge so makes a really big impression, and area is amazingly green and beautiful so you can take with you your blanket and sandwiches to relax on the grass and enjoy the wonderful weather (if it's not mad hot summer of course).

We went there last year, on May, late evening. It was my first visit in India, and one of the first monuments I've seen here. I remember that day we spent afternoon with Abhi's friend, I met him for the first time (friend, not Abhi :D) and later we spontaneously went "to taste some culture";). It was very hot despite the late hours, and with a lot of people around. Besides, it's a little bit like a bazaar, food stalls, soap bubbles and kitsch plastic toys. India gate is visited not only by tourists but also by Indian families with kids. The Gate impresses with its enormity, how it is lit up and what it symbolizes (which is somewhat contradictory to the whole fairground noise around). But closer to the gate the atmosphere thickens, becomes more intense, more serious, even if only for a moment.

Now we pass the gate often in the morning, when we are going to the Polish Embassy or the FRRO an at that early hour (around 9 am) this place is empty thats why if you want to avoid the noise and the crowd go there as early you can. But if you want to feel the real atmosphere of India - evening is the perfect time to visit India Gate.


Address: Rajpath, India Gate, New Delhi, Delhi 110001, India


Zapachy Indii / Whiffs of India

New Delhi to mieszanina zapachów tak skrajnych, że przyprawiają mnie o zawroty głowy i nudności. New Delhi jak żadne inne miasto, które odwiedziłam do tej pory. Jest wszystkim tym co dobre i złe w odpowiednich proporcjach. New Delhi to miejsce, które bywa trudne do zrozumienia, ale w którym mieszka mi się dużo lepiej niż w Warszawie.

Pierwszym zapachem, który pamiętam jest aromat słońca i parnego powietrza, które znokautowało moje nozdrza tuż po wyjściu z lotniska na nierówny chodnik Terminala Przylotów. Tutaj nawet pogoda ma swój zapach, który tak trudno opisać, a który jest tak specyficzny, że ciężko o nim zapomnieć. Całkiem przyjemne odczucie, które szybko zmienia się w zapach brudnej taksówki z siedzeniami przykrytymi folią. W zapach potu na ulicach, w metrze i barach. Bardzo częsty, bardzo intensywny i bardzo niemiły zwłaszcza w godzinach szczytu kiedy do wagonu metra ludzie rzucają się jak zwierzęta, jak dzieciaki skaczące do wody "na bombę". Z głośnym pluskiem lub niemal słyszalnym odgłosem łamanych żeber.

A kiedy wymęczona wychodzę ze stacji metra wprost na gwarną ulicę jednego z popularnych turystycznych miejsc, z całą siłą i stanowczością strzela do mnie pocisk w postaci krowich odchodów, brudnej krowiej sierści i marihuany. Krów jest tutaj niezliczona ilość. Stoją, przechadzają się dostojnie, kładą na ulicy i załatwiają swoje potrzeby jak i gdzie popadnie. Nauczona doświadczeniem staram się nie oddychać, aż dotrę do celu, do miejsca które pachnie tanim piwem i tanim jedzeniem. Ale jeszcze w międzyczasie krótki cios w postaci miliona nieumytych psów, głodnych smutnych, zgnębionych. Psów bez domów i szansy na lepszą przyszłość. Psów żebraków, które prysznic wezmą dopiero gdy spadnie deszcz.

Ale Indie to chyba dla mnie przede wszystkim jedzenie. Zapach intensywniejszy nawet od tego krowiego. Stary, przesmażony olej, cukier, smażona cebula, świeża cebula, garam masala, pomidory, chilli, mleko, jajka, przypieczone mięso, gorzki aromat ziół i słodka woń owoców. Wszystko to łączy się w całość idealną, całość która odbiera rozum i napełnia usta niepohamowanym apetytem.

I kiedy wydaje się, że mózg mój nie może znieść już ani kropli więcej, New Delhi nie daje mi nawet chwili wytchnienia. W drodze do domu, w autorikszy, do której wkrada się niespokojny wiatr, wkrada się też zapach wysypiska śmieci. Kwaśny, mdły, stary. Wysypiska śmieci po środku którego stoją dwa drzewa, a pomiędzy nimi zawieszona jest huśtawka. Wysypiska śmieci, które jest placem zabaw, placem radości. I nie ma, że po jakimś czasie widok dzieci na tym wysypisku nie robi wrażenia, że po jakimś czasie nic już nie czuć. Wszystko czuć ze zdwojoną siłą, kiedy słyszę krzyk i dziecięcy śmiech na tym wysypisku śmieci.

I wreszcie park i szare mury i znów zapach jedzenia i płynu do czyszczenia kafelków i perfum mojego męża w naszej sypialni i zapach bazylii na balkonie i ognia w kapliczce. Jest to zapach spokoju i miłości, który powoli wsącza się w moją skórę, żeby zostać w niej na zawsze. Jak na zawsze New Delhi będzie dla mnie domem i miejscem tysiąca aromatów.

 zapach słońca / whiffs of sun
 zapach krów / whiffs of cows
 zapach cebuli / whiffs of onion
zapach psów / whiffs of dogs

New Delhi it's a a blend of scents such extreme that gives me dizziness and nausea. New Delhi is diferrent that other cities I visited so far. It's everything what is good and bad in right proportion. New Delhi is a place sometimes hard to understand but where life for me is much better than in Warsaw.

First smell is aroma of sun and steam air which knocks out my nose after I went from the airport to the uneven sidewalk and dark street of the Arrivals Terminal. Here even weather has a smell, so hard to indentify but so specific that it's hard to forget about. But it's a very nice feeling and changes instantly in the stench of a dirty cab, with seats covered in foil. Of sweat on the streets, metro and pubs. very often, very intense and very unpleasant especially in the rush hour when people jump to the metro tramacar like animals, like kids jumping to the swimming pool "for a bomb". With a loud splash or almost audible breaking of the ribs.

And when tired I'm stepping out from the metro station right on the noisy street one of the very popular touristic area shoots me a smell of cows excrement, dirty cows fur and marijuana. There are lots of cows here. Standing, walking slowly, lying on the street, handling their needs how and where they want. Learned by experience I'm trying not breathe too much untill I reach my destination, to the place smells of cheap beer and cheap food. But before it happend my nose gets punched in the form of a million dirty dogs, starving, sad, unhappy. Dogs without home and without chance for a better future. Dogs-beggars whos next shower will happen when the rain will give them pools.

But India is mostly food for me. Smells more intense even than cows. Old overdone oil, sugar, fried onion, fresh onion, garam masala, tomatos, chilli, milk, eggs, grilled meat, bitter aroma of herbs, and sweet smell of fruits. All this merges into a perfect whole, the whole which takes the mind and fills the mouth with unrestrained appetite.

And when I think that my brain can't take any more, New Delhi doesn’t give me even a minute of relief. Traveling home, in an autorickshaw, where the unsettling winds come, the smell of the rubbish dump also seeps in. Sour, bland, old. Garbage dump in the middle of which grew two strong trees and there is a swing between them. Garbage dump which is a playground, a place of joy. And it's not like after some time you stop and get away with all these smells. All smells are doubled when I hear kids screaming and laughing in this dumpster.

And then the green park, and grey walls, and again smell of food and tile cleaning fluid and my husbands parfume in our bedroom, and basil on the balcony and fire in the temple. It's a fragrance of calmness and love which slowly bumps into my skin, to stay there forever. How forever New Delhi will be my home and place of a thousand aromas.

Book review "2 states: The Story of My Marriage" by Chetan Bhagat / Recenzja książki "2 states: The Story of My Marriage" Chetan Bhagat

We had good luck because our love was accepted by our families. It was never a problem for anybody that we are from two different countries, cultures, worlds. For us we had only one problem which was distance, but we managed even this (knock on the wood). But I know, that some interracial couples have a lot of problems. Indian boys's families can't accept non-indian daughters-in-law. Some girls had to face (or doing it all the time) to very difficulties from their indian family and they had put a lot of effort to be accepted.

From what I know the book "2 States" it wasn't translated for polish language (If I'm wrong, please correct me!). This is one of the first book I read in english and I had a lot of fun because of that. The dictionary was required but very rare plus after that I can't wait to read other books by this author. Chetan Bhagat knows how to write about love. Probably because, this story is based on his real life and his private experiences.

India is still a country of casts and creed, where marriage with somebody from a lower cast is at least humiliation for the whole family and reason of embarrassment. So, better is even don't think about it. Besides, still, in XXI century in this country arranged marriages are still very popular. All weddings we were this year were made love marriages but I heard that many parents search for their kids the best life partner. There are even online martimony sites for parents who put there their kids pictures and something like a resume to make the best marriage deal. Marriage in India is sometimes a really big transaction.

So, you can imagine that not only interracial marriages can be a big problem here. Actually wedding person from North India with somebody from South India can be extremely hard. It's misfortunate almost like a devastating  hurricane. Well. The Hero of this book is a Punjabi  guy living in New Delhi. He met a beautiful Tamil girl in his college and bam! They fall in love spend all time together in college. The problems starts when Krish proposes to Ananya. How to tell families that they are something more for each other than only college friends? How to tell them about their wedding plans? How to make wedding plans! As we can read at the back cover of the book :


 In the book parents not only despise the pair of their kids but also don't accept each other which leads to many vicissitudes, painful or funny situations. One situation what I don't like in this book is that the Punjabi mother of the main character is shown almost like a monster, who only thinks about food and money. OK, Punjabi’s cook and eat a lot but they are very friendly people! Besides every state in India is a little like a different country and they have different rules about almost everything ( people eat different food and even speak different languages. Hindu from North and from South will not understand each other).

This is really good, light book about love and culture difficulties which sometimes are very hard to reconcile. But, like we always repeat , love wins everything. That’s, how it is this time also, but required a lot of gentleness, patience and intuition. If you are in interracial, multicultural relationship, this book is perfect for you! But of course I recommended it for everybody, even though to meet difficulties between North and South India.

In 2014, a film based on the book was created. . I have not seen it yet, but will surely catch it up :)



Mieliśmy z Abhim szczęście, bo nasza miłość spotkała się z aprobatą naszych rodzin. Nigdy dla nikogo nie było problemem, że pochodzimy z innych krajów, kultur, światów. Dla nas samych jedynym problemem była odległość, ale pokonaliśmy nawet to (odpukać, na wszelki wypadek). Jednak wiem o przypadkach, w których rodziny indyjskich chłopców nie są w stanie zaakceptować nie-indyjskich kandydatek na żony. Niektóre dziewczyny musiały się zmierzyć (lub ciągle to robią) z wieloma przeciwnościami ze strony swojej indyjskiej rodziny i wiele wysiłku muszą włożyć w to by zostać zaakceptowane. 

Z tego co się orientuję książka "2 states" nie była tłumaczona na język polski (jeśli się mylę, poprawcie mnie proszę). Jest to jedna z pierwszych książek, którą przeczytałam w języku angielskim i sprawiło mi to ogromną radość. Nie dość, że rzadko sięgałam po słownik by przetłumaczyć słowa, to w dodatku zamierzam upolować na targu inną książkę tego autora. Chetan Bhagat wie jak pisać o miłości. Prawdopodobnie dlatego, że historia ta jest oparta na jego osobistych doświadczeniach.

Indie to wciąż kraj kastowy, w którym ślub z kimś z niższej kasty społecznej jest jak najgorszy mezalians. Najlepiej nawet o tym nie myśleć. Poza tym wciąż, w XXI wieku popularne są w tym kraju aranżowane małżeństwa. Wszystkie śluby, na których byliśmy do tej pory zostały zawarte z miłości ale wiemy, że wciąż wielu rodziców szuka swoim dzieciom idealnych kandydatów/kandydatki na życiowych partnerów. Istnieją nawet specjalne portale randkowe na których rodzice tworzą swoim dzieciom profile, na których zachwalają swoje pociechy jakby chcieli je sprzedać. Ślub tutaj bywa jedną wielką transakcją.

Zatem, jak łatwo się domyślić, nie tylko śluby Hindusów z osobami spoza kraju bywają kłopotliwe i spotykają się z niezadowoleniem rodzin. Właściwie ślub mieszkańca Północnych Indii z kimś z Południa jest tym samym. Nieszczęście gorsze od huraganu. Tak się złożyło, że główny bohater książki jest Punjabczykiem mieszkającym w New Delhi. Spotyka na studiach piękną Tamilkę. Bam! Para jest ze sobą przez cały okres studiów. Problem pojawia się kiedy Krish oświadcza się Anany. Jak powiedzieć rodzinom o tym, że są kimś więcej niż znajomymi z uczelni? Nie mówiąc już o planach wspólnego życia? Jak możemy przeczytać na okładce książki : Śluby z miłości dookoła świata wyglądają podobnie. Chłopak kocha dziewczynę. Dziewczyna kocha chłopaka. Biorą ślub. W Indiach potrzeba do tego kilka dodatkowych kroków. Chłopak kocha dziewczynę. Dziewczyna kocha chłopaka. Rodzina dziewczyny powinna pokochać chłopaka. Rodzina chłopaka powinna pokochać dziewczynę. Chłopak i dziewczyna wciąż się kochają. Biorą ślub. 

W książce rodzice nie tylko nie lubią wybranków swoich dzieci, ale nie są w stanie zaakceptować siebie nawzajem co prowadzi do wielu perypetii, przykrych lub zabawnych sytuacji. Jedyne co nie podobało mi się w książce, to że Punjabska matka głównego bohatera została przedstawiona niemal jak potwór, który myśli tylko o jedzeniu i pieniądzach. OK, Punjabczycy gotują i jedzą naprawdę dużo, ale są bardzo przyjaźni! Poza tym każdy stan w Indiach jest trochę jak inny kraj i panują w nich inne zasady (ludzie jedzą inne potrawy a nawet mówią innym językiem, Hindus z Północy z Hindusem z Południa w ogóle się nie zrozumieją!)

To fajna, lekka książka o miłości i różnicach kulturowych, które czasem bardzo ciężko ze sobą pogodzić. Jednak, jak zawsze powtarzamy, miłość zwycięży wszystko. I tak jest w tym przypadku, jednak wymagało to nie lada delikatności, cierpliwości i wyczucia. Jeśli jesteście w międzykulturowym związku, ta książka jest dla Was idealna. Oczywiście polecam ją każdemu, bo można się z niej dowiedzieć trochę o zwyczajach na Północy i Południu Indii i o tym jak się od siebie różnią. 

W 2014 roku powstał film na podstawie książki. Jeszcze go nie widziałam, ale na pewno to nadrobię :)

Przepis na paneer z zielonym groszkiem / Recipe for matar paneer

Moja teściowa świetnie gotuje i na szczęście Abhi odziedziczył po niej talent. Co prawda pracuje w głupich godzinach i nie ma zbyt dużo czasu na to żeby gotować za często ale kiedy już wchodzi do kuchni, wiem że wyjdzie z tego coś pysznego. Mój mąż potrafi zrobić coś z niczego (sałatka z białej rzodkwi, marchewki, orzeszków ziemnych i soku z cytryny) albo sprawić, że danie, które uważałam za skomplikowane okazuje się być proste (momos). Kilka miesięcy temu przygotował dip na bazie pomidorów i orzeszków ziemnych do którego wzdycham do tej pory, dlatego kiedy ostatnio oznajmił, że chce przygotować dla mnie kolację, robiłam się głodna od samego myślenia o tym. Jak możecie się domyślić, wylizałam talerz do czysta.

Paneer z zielonym groszkiem : 

Składniki:
- 200g sera paneer (jeśli nie możecie znaleźć dobre będzie również naturalne tofu) - pokrojone w średniej wielkości kostki
- pół szklanki zielonego groszku ( może być mrożony)
- 2 spore cebule, pokrojone w drobną kostkę
- 3-4 nieduże pomidory, zmiksowane w blenderze
- olej do smażenia
- przyprawy: ziarna kuminu, chilli, sól, kurkuma
- opcjonalnie : suszone liście fenugreek

Na rozgrzany olej wsyp szczyptę ziaren kuminu, po chwili dodaj posiekaną cebulę. Kiedy dobrze się zeszkli i zacznie brązowieć dodaj zmiksowane pomidory i smaż przez kilka minut co jakiś czas mieszając. Przypraw dodając około pół łyżeczki soli, dużą szczyptę kurkumy i szczyptę chilli. Gotuj na niedużym ogniu przez około 10 minut po czym dodaj pół szklanki wody (tak naprawdę ilość wody zależy od tego jak gęsty sos chcecie uzyskać. My wolimy gęstszy ale spokojnie możecie dodać całą szklankę wody) oraz groszek. Gotuj w woku przykrytym do połowy aż groszek będzie miękki. Wtedy dodaj pokrojony ser paneer i gotuj jeszcze 10-15 minut tak aby nasiąknął aromatem sosu. Teraz jest czas by dodać suszone liście fenugreek jeśli je masz. Dodaj łyżkę liści do sosu, zamieszaj i gotowe! Prawda, że proste?

Sos możecie jeść z chapati, naan, ryżem, chlebem albo sam. Polecamy do tego szybką sałatkę z marchewki, ogórka i cebuli lekko posolone i skropione sokiem z cytryny.

Smacznego!






My mother-in-law is a great cook and Abhi inherited her talent. Although he works in stupid hours so he hasn't got much time for cooking but when he comes to the kitchen I know he will make something delicious. My husband can make something from nothing (radish, carrot salad with peanuts and lemon juice) or make a dish that I thought was complicated to be simple (momos). Couple months ago Abhi made a dip made from tomatos and peanuts which I sigh! so far so when he announced that he wanted to make dinner for me I was hungry every time when I thought about it. As you can guess I licked the plate clean.

Matar paneer:

Ingredients:
- 200 g paneer (you can also use natural tofu) - cut into medium-sized cubes
- half glass green peas (can be frozen)
- 2 medium onions, finelly choped
- 3-4 medium tomatos, blended
- oil to fry
- spices: cumin seeds, salt, chili, turmeric
- optional : dry fenugreek leafs

In hot oil put a pinch of cumin seeds. Add onion and fry until they turn a little brown. Then add blended tomatos and fry for 5-10 minutes stir occasionally. Add half tea spoon of salt, big pinch of turmeric and some chilli (decide how spicy food you prefer). Cook on low flame for around 10 minutes and add half a glass of water (It depends how thick gravy you prefer, we like thick but you can easily add full glass of water and it will be good) and green peas. Cook in wok half covered untill green peas will be tender. After that add chopped paneer and cook for another 10 minutes so that cheese will soak the spices and aroma. This is a time to add spoon of dry fenugreek leafs. Stir it and Done! It's simple right?

Matar paneer  can be paired with chapati, naan, rice, bread, everything you like! With this dish we recommended quick salad with carrot, cucumber, onion, pinch of salt and lemon juice.

Enjoy!

HOLI

13 marca obchodziliśmy w Indiach Holi. Jest to święto kolorów, radości, miłości i wiosny. Symbolizuje zwycięstwo dobra nad złem, oficjalnie kończy zimę i zaczyna wiosnę (chociaż u nas piękna, wiosenna pogoda już od jakichś dwóch tygodni, jeśli nie więcej). W tym dniu przede wszystkim chodzi o to by spotkać się z przyjaciółmi, dobrze się bawić, wybaczać i nie nosić w sercu urazy. Świętujący obrzucają się na ulicach kolorowym proszkiem, a także oblewają wodą. To święto jest odrobinę jak pomieszanie polskiego Pierwszego Dnia Wiosny i Śmigusa Dyngusa. Jednak jak zawsze znajdą się i tacy, którzy rzucają w ludzi na przykład pomidorami i jajkami, a to już jest mało przyjemne.

Przygotowania zaczęliśmy już w sobotę. Razem z teściową usmażyłyśmy chyba z milion słodkich gujiya - tradycyjny przysmak na tę okazję, ma kształt polskiego pieroga, smażony jest w głębokim tłuszczu, może być zanurzony w cukrowym syropie (nie musi, my nie robiłyśmy syropu), nadziany mieszanką migdałów, rodzynek, kokosa, semoliny i khoya (odtłuszczone mleko w proszku). Wróg każdego kto próbuje być na diecie, zwłaszcza że ciężko zjeść tylko jeden kawałek. Byłam bardzo podekscytowana na samą myśl o Holi dlatego w poniedziałek przed południem kiedy usłyszałam dźwięk bębnów i krzyki za oknem nie mogłam dłużej spać.

Napełniłam plastykowy pistolet wodą i natychmiast zaatakowałam męża, teściową i psa! Swoją drogą już od kilku dni na ulicach rozstawione były stoiska, na których można było kupić proszek we wszystkich kolorach tęczy, pistolety na wodę oraz...zasuszone krowie odchody. Tak. W noc poprzedzającą Holi ludzie rozpalają ogniska (u nas rozpalono duże ognisko przed świątynią) i wrzucają do ognia te zasuszone "niespodzianki". Na szczęście, na błogosławieństwo. Kojarzy mi się to trochę z topieniem naszej polskiej Marzanny w rzece. Żegnanie starego by powitać nowe.

Kiedy już obrzuciliśmy się kolorowym proszkiem, wyszliśmy z Abhim na spacer. Nasze osiedle było dosyć spokojne. Ulice obsypane kolorowe od proszku, gdzieniegdzie leżały balony napełnione wodą (dzieciaki stały na balkonie i zrzucały te balony ludziom na głowy), ale poza tym dookoła było dosyć cicho i spokojnie. Bardziej pusto niż zwykle ponieważ większość sklepów była zamknięta. Od czasu do czasu ulicą przejeżdżał jakiś skuter z kierowcą usmarowanym mieszaniną proszku i wody. To dosyć zaskakujące ale też odprężające - spokojne Indie. Na ulicach gdzie zazwyczaj panuje gwar, ludzie tłoczą się przy straganach z warzywami lub budkami z jedzeniem tym razem zostali w domu lub wybrali się odwiedzić rodzinę i przyjaciół.

Jak w każde polskie i indyjskie święto poza specyficznymi tradycjami chodzi również o jedzenie. Chyba wszyscy w naszym bloku przygotowywali gujiya. Próbowałam trzech lub czterech, ale nasze były oczywiście najlepsze! ;) Poza tym teściowa przygotowała specjalny obiad na tę okazję - chole bathure. Nigdy w życiu nie jadłam lepszego. Sposób w jaki przyprawiła to danie i jak je przygotowała znokautował moje kubki smakowe. Poza tym aromat chole czuć było już na ulicy pod blokiem. Zjedliśmy tak dużo, że przez resztę dnia nie mogliśmy się ruszać. Zupełnie jak po polskim Bożym Narodzeniu lub Wielkiejnocy, prawda? ;)

Strasznie się cieszę, że mogłam obchodzić Holi w Indiach. Wiem też, że wiele polskich miast organizuje obrzucanie się kolorowym proszkiem, dlatego jeśli macie okazję - zakładajcie stare ciuchy i idźcie! Zrelaksujcie się i dobrze się bawcie! Ja tymczasem czekam na Diwali, nie wiem czy uda nam się być wtedy w Indiach ale bardzo bym chciała. Jednak zanim to nastąpi jeszcze w marcu znów odbędzie się Navratri, czyli 9-dniowy post, o którym pisałam tutaj:(Navratri cz. 1 , Navratri cz. 2 , Navratri cz. 3). Będę mogła porównać oryginalną wersję, z moją polską. Navratri odbywa się dwa razy w roku.

Jak Wy spędziliście Holi? Ile gujiya's zjedliście? :D









On 13th March we celebrated Holi in India. It's a festival of colors, joy, love and spring. It symbolizes the victory of good over evil, official end of winter and the commencement of Spring (although we have good weather around the last two weeks). On this day it's important to spend time with the family and friends, have fun, forgive and don't keep hard feelings in your heart. People throw colorful powder and water on each other. This festival is a little like missed polish First Day of Spring and Smigus Dyngus. But of course, like always, some people are mean and throw tomatoes and eggs on others , and it's not nice.

We started preparing for Holi on Saturday. Together with my mother-in-law we made, I guess, a billion gujiya's - traditional sweet for this occasion. It's a snack in the shape of polish dumpling , deep fried oil, can be dipped in sugar syrup (don't have to, we didn't), stuff with almonds, raisins, coconut, semolina and khoya (dried skimmed milk). Gujiya it's a enemy of everybody who is trying hard to be on diet, especially that it's very hard to eat only one piece. I was so excited about Holi! That's why on Monday, before afternoon when I heard the sound of drums and people screaming outside I couldn't sleep more!

I fill my plastic gun with water and immidiately attacked my husband, mother-in-law and our dog! By the way from past several days on the streets you can find people selling powder in all colors of the rainbow, plastic guns for water and...dried cow's poo. Yes. At night before Holi people kindle fire (in our neighborhood fireplace was in the front of the temple), and put there this dried "surprises". For happiness, for blessings. It's remind me a little our polish tradition of drowning Marzanna in to river. Goodbye to the old to welcome the new.

When we finish smearing each other with the pink powder, we went with Abhi for a walk in the neighborhood. Our colony is fairly quiet. Streets was studded with colorful powder, here and there lay balloons filled with water (kids throw them on the people from the balcony), but neighborhood was calm, and quiet. More empty than usual because most of the shops were closed. Sometimes some scooter drove on the street with driver smeared with colors and water. It was surprising but also relaxing - calm India. On the streets which usually are crowded, with loud people and horns this time they stayed at home or go visit family and friends.

Like every polish and indian holiday food is very important. I think, everybody in our block made gujiya. I tried three or four kinds, but of course, our’s was the best! Otherwise mother-in-law made for this occasion a special meal - chole bathure! I never ate better! The way how she seasoned it, and spices she used was absolutely amazing! And the aroma of this dish we could smell on the street! Even now, when I write about it I'm already hungry!!! We love chole bathure, and ate so much of it that for rest of the day couldn't move. It's totally like in Poland on Christmas or Easter Eve right?
I'm so happy that I could be on Holi in India. I know, that several of polish cities organised Holi with colorful powders, so if you can, wear old clothes and go! Have fun! It's really a great festival! Meanwhile, I'm waiting for Diwali. I don't know if we will be in India then but I really want it! But before Diwali, now in March we will celebrate Navratri again, 9 days fast I wrote about here: (Navratri part 1 , Navratri part 2 , Navratri part 3). This time I will be here, in India so I can compare Navratras with my polish version.

How did you celebrate your Holi? How many of gujiyas did you ate? ;)


Wielkie, tłuste indyjskie wesele. / Big fat Indian wedding.

Pod koniec stycznia mieliśmy okazję uczestniczyć w prawdziwym, tłustym wielkim weselu naszego sąsiada. Było to moje pierwsze wesele tutaj i mogłam porównać je z tym jak wyglądają nasze polskie przyjęcia. (Na swoim weselu byłam raczej kiepskim obserwatorem, pomijając fakt, że nasze nie było tłuste ;) ).

Nie będę się rozpisywała za długo, natomiast ci bardziej tradycyjni Hindusi wierzą w układ gwiazd, astrolodzy sprawdzają je na podstawie dat urodzenia pana i panny młodej i wyznaczają najlepszy czas ślubu dla nich aby małżeństwo było szczęśliwe i udane. Otóż gwiazdy wskazały 23 stycznia, godzinę 4 nad ranem!

Wczesnym wieczorem 22 stycznia pan młody wsiadł na białego konia w towarzystwie orkiestry i tańczących kobiet i wyruszył na miejsce ślubu. Wygląda to widowiskowo, koń był widocznie doświadczony lub głuchy (na haju?) bo niezbyt przejął się głośnymi trąbkami i bębnami.
My dotarliśmy na przyjęcie po godzinie 22. Pan młody właśnie przybył i wolnym krokiem (milion zdjęć, pamiętajcie, że indyjski ślub to milion zdjęć) udał się na scenę gdzie miał oczekiwać na pannę młodą. W tym czasie goście zajęli się przyjemniejszymi sprawami, czyli jedzeniem. Cała sala (bardzo duża) obstawiona była tzw. szwedzkim stołem z około milionem różnych dań, z różnych regionów Indii. Na każdym weselu (nie tylko indyjskim, ale polskim też) chodzi głównie o to, żeby się najeść (tutaj raczej rzadko podaje się alkohol, w przeciwieństwie do polskich przyjęć) i pobawić. Wiele osób tańczyło pod sceną. Kiedy wszyscy byliśmy syci (i ledwo poruszaliśmy się na nogach) koło północy przybyła panna młoda w towarzystwie rodziców i reszty rodziny.

Kobiety z rodziny panny młodej roniły rzewne łzy (szczere), spytałam Abhiego czy panna młoda już nigdy w  życiu nie zobaczy swojej rodziny? Nie, to po prostu łzy wzruszenia (uwaga : za przyjęcie płaci rodzina panny młodej - często są to gigantyczne kwoty, plus aby wkupić się w łaski nowej rodziny pan młody powinien dostać od pany młodej drogi prezent. Często jest to samochód). Młoda ubrana w piękną sukienkę szła w stronę sceny jeszcze wolniej niż jej narzeczony, jeszcze więcej osób (nie tylko profesjonalny fotograf, a właściwie dwóch) robiło jej zdjęcia. Kiedy w końcu dotarła do celu, przywitał ją pan młody, po kilku rytualnych rzeczach (m.in. nakładaniu wieńców z kwiatów na szyje), przyszła pora na...zdjęcia! Każdy chce mieć zdjęcie z młodą parą, przecież to oczywiste.

Po 1 w nocy wróciliśmy zmęczeni i przejedzeni do domu. W ogromnej sali została rodzina i bliscy przyjaciele, którzy będą czekać do 4 rano na przybycie duchownego, który udzieli im ślubu. Ten sam rytuał, w którym młodzi siedzą przy ogniu, okrążają go 7 razy, a w końcu młody założy młodej mangalsutrę i sindoor i zostaną oficjalnie mężem i żoną.W przeciwieństwie do Polskich uroczystości, gdzie państwo młodzi biorą ślub w kościele, następnie jadą do sali gdzie wraz z gośćmi siedzą przy stołach, jedzą, piją i tańczą w Indiach owszem, są stoły ale większość ludzi raczej stoi lub chodzi od stoiska do stoiska i nakłada sobie na talerz ogromne porcje jedzenia. Poza tym wszystko jest na odwrót : najpierw przyjęcie, później ślub.

Miałam na sobie przepiękny indyjski strój, w którym czułam się jak milion dolarów i przyjęcie to sprawiło mi naprawdę wiele radości. Młodej parze życzymy wszystkiego najpiękniejszego na nowej drodze życia, a tymczasem od tego czasu pan młody co chwilę czyści swój nowy samochód a my byliśmy na jeszcze dwóch, bardzo podobnych weselach.

 banquet hall / sala, w której odbyło się wesele



 gol gappas (not good)
 Bride / Panna Młoda

In the end of January we were invited for a real big fat wedding. It was my first opportunity to attend a wedding here and I could see how different is it from polish weddings (on our wedding I wasn't too good an observer and besides the fact that our wedding wasn't a big and fat affair for which I'm very glad).

I will not write a long poem ;) Hindus who are traditional believe in the arrangement of stars and that’s why astrologers check the bride and groom’s birth dates and then give them the best day and hour for their wedding to be long and happy.  So in this case, the stars showed the 23th January at...4 am!

Early evening on the 22nd January, the groom sat on the white horse and with the company of an orchestra and dancing women he rode to the wedding place. It looks phenomenal and especially the horse which was probably very experienced or deaf (got high?) because he didn't care about loud trumpets and drums. 

We reached the party around ten in the evening. Groom had just arrived and slowly (a billion pictures, remember that indian weddings are always about pictures!) walked to the scene to sit and wait for the bride to arrive. In this time guests were busy with more pleasuring things. Food!. The entire banquet hall (big) was full of food stalls where you could choose from many different meals from differents states of India. Actually all the weddings are about food (in Poland also alcohol, here it's more rare when they serve alcohol...officially!) and good fun. A lot of people danced in the front of the scene. When all of us were full of really tasty food (and barely could walk) around midnight the bride arrived with her family. 

Women from bride’s side cried a lot so I asked Abhi that in India ,after wedding will the bride never again see her family? No, it's just tears of emotions. Caution! For wedding brides family pays, and she should also give the groom an expensive gift - very often it’s a new car. The Bride wore a beautiful choli lehenga and walked to the scene even more slower than groom because a lot of  people wanted to take her pictures. When she finally reached the scene, groom welcomed her and then after some rituals ( ex.: insertion on the necks wreaths of flowers)it was time for...more pictures! It's obvious that everybody want to click a picture with young couple. 

After around 1am in the morning we came back home. Tored and stuffed with awesome good food. In a huge banquet hall stayed only close family and friends who will wait till 4 o'clock for the priest, who will marry them. It's a regular ritual with fire, walking around it seven times, sweets, mangalsutra, sindoor and "you are officialy wife and husband".

Opposite to the polish weddings where bride and groom first visit the church for the ceremony and then go to the banquet hall to sit behind the table, eat, drink and have fun. In India you also have some tables but most people stand or walk around from stall to stall and serve on their plates tons of food. Actually everything is opposite here : first party, then the wedding ceremony. 

I wore on this party a beautiful Indian kurti lehenga in with I felt like billion dollars. And I had a lot of fun at this wedding  party. We wish the newlyweds all the best and lot of blessing with there new life. Meanwhile the groom is very often seen cleaning his new car and we were on two more very similar weddings!

Dookoła Delhi : Purana Qila / Around Delhi : Purana Qila

Delhi nie jest najczystszym miastem na świecie, nie ma co się oszukiwać. Nie znajduje się nawet w pierwszej setce. Po ulicach chodzą psy i krowy, które zostawiają za sobą ślady. Ludzie wyrzucają śmieci gdzie popadnie czyli wszędzie, mężczyźni sikają na mury, jedzenie psuje się po kątach co wszystko zmieszane z niesamowitym aromatem przepysznego jedzenia daje nam niezapomniane wrażenie zapachowe. Od ślinotoku i ekscytacji przez odruch wymiotny i łzy.

Jednak nie jest tak, że całe Delhi jest brudne. Nasze osiedle na którym mieszkamy jest czyste, mamy fajny park pod samym domem, ulice są sprzątane. Jednak jeśli chcecie naprawdę odetchnąć, odpocząć i się odprężyć musicie się wybrać w jedno z historycznych miejsc tego miasta. Są to wielkie atrakcje turystyczne co oznacza również, że są to miejsca bardzo czyste i zadbane.

Jednym z takich miejsc jest Purana Qila nazywany też Starym Fortem, jeden z najstarszych fortów w Delhi, który powstał w XVI wieku i od tego czasu zachowało się naprawdę wiele murów! Park jest ogromny dlatego przeznaczcie sobie nawet kilka godzin by obejrzeć budynki, przejść się po murach, zwiedzić Muzeum Archeologiczne ( w XX w forcie odbyły się wykopaliska archeologiczne i odnaleziono tutaj przedmioty datowane na rok 1000 pne!), a później usiąść na trawie i delektować się śpiewem ptaków, krzykiem wiewiórek i zieloną piękną zieloną przestrzenią, z dala od hałasu ulicznych klaksonów. Idealne połączenie przyjemnego z pożytecznym.

Nie zdziwcie się przy kasach, ponieważ jak zazwyczaj w Indiach w przypadku atrakcji turystycznych Hindusi płacą za wejście kilka rupii, a Obcokrajowcy kilkaset (w tym wypadku 200 - około 13 złotych). Rozbieżność cenowa jest ogromna dlatego jeśli przyjechaliście do Indii nastawieni na zwiedzanie zabierzcie ze sobą większy zasób gotówki. Jednak Purana Qila jest warta swojej ceny.
A dla tych, którzy mają więcej czasu niespodzianka! Tuż obok Purana Qila znajduje się ZOO. Cenowo podobnie jak w przypadku fortu, ZOO jest bardzo czyste, zielone i rozległe. Nie ma tam jednak zbyt wielu zwierząt, za to wiele budek z lodami.

Address: Mathura Rd, Pragati Maidan, New Delhi, Delhi 110003, India

Inny dzień przeznaczcie by odwiedzić Red Fort w Starym Delhi : Red Fort. Old Delhi.









We will not lie to you. Delhi is not to clean city. Its not even in the first hundred cities. At the street dogs and cows leave marks behind if you know what I mean. People throw out dust everywhere, men pising on the walls, food is spoiled around the corners and all of this is mixed with smell of amazing food. It gives you a lot of different feelings. From mouth melting and excitation to gagging and tears.

But it's not like that Delhi is entirely dirty. Area where we live is quite clean, we have a park next to our house, streets ale cleaned every day. But if you really want to take deep breath, rest and relax you should choose one of historical places of this city. They are big tourist attractions what it means is that they are also clean and well cared for.

One of these places is Purana Qila, known as Old Fort. One of the oldest forts in New Delhi, which was build in XVI century and since then a lot of these walls are well preserved! Park is really big thats why it's good if you will have couple of hours to spend here, watch buildings, walk on the walls, visit Archeological Museum ( in XX century was archaeological excavations in the fort and was discovered some tems dates on 1000 year before Christ!!!). After long walk you can sit on the grass and just enjoy birds sings, squirells scream and beautiful green space far away from street noise and horns. It's a perfect match between pleasure and useful.

Don't be surprise at checkout, because (like usual in India) foreginers will pay more for tourist attractions. here price for Locals is couple rupees, for foreigners 200 ( around 13 polish zloty). Different of prices is huge that's why when you are coming to India for tourism be prepared to get more money with you. Purana Qila is totally worth to spend a little more.

For those of you who have more time - surprise! Exactly next to Old Fort is the ZOO. Price for tickets is same, and like in the Fort, ZOO is very clean, green and well cared for. You will not find to much animals there but for sure a lot of places where you can eat ice creams.

Address: Mathura Rd, Pragati Maidan, New Delhi, Delhi 110003, India

Anther day spend to visit Red Fort in Old Delhi : Red Fort. Old Delhi.