Piekielne lato. / Hellish Summer

Kiedy siedzę sama w dusznym pokoju i słyszę jedynie szum wiatraka, przypominają mi się sceny z amerykańskich filmów ze stacją benzynową. Albo werandą. Na werandzie, w skrzypiącym krześle siedzi mężczyzna w średnim wieku. Na głowie ma kapelusz z rondem, a na nogach kowbojskie buty. Trzyma w dłoni butelkę zimnego piwa , ale go nie pije bo śpi. Po pustej drodze wiatr popycha kłęby kurzu. Parne powietrze można kroić nożem, a atmosfera jest napięta jak struny gitary. Za chwilę stanie się coś złego.

Siedzę sama w pokoju i wsłuchuję się w dźwięk wiatraka i głośny oddech psa, który przydreptał w ciemności, żeby zasnąć w podmuchach dusznego powietrza. Bo wiatrak już go nie chłodzi, jedynie je mieli dając iluzję ulgi. Kwiecień 2017. Nowe Delhi, 42 stopnie Celsjusza. A nie jest to nawet najgorętszy miesiąc w roku. I chociaż kocham lato i od zawsze przyjaźnię się ze słońcem, to kiedy czuję jak warstwa potu pokrywa moje ciało już dziesięć minut po prysznicu, marzę jedynie o wannie pełnej kostek lodu.

Daleko mamy do morza, a duszny odór krowich odchodów i psującego się jedzenia nokautują mnie niczym Muhammad Ali. Jeszcze stoję w ringu, ale sędzia już jest gotowy żeby odliczyć do dziesięciu. Jeszcze jest remis z piekłem indyjskiego lata, ale nie jest to uczciwa walka.

Lato w Indiach jest trochę jak nieodwzajemniona, szczenięca miłość. Wzdychasz do niego, tęsknisz, wysyłasz listy i marzysz o nim, a kiedy w końcu pojawia się w progu jesteś zdezorientowany od natłoku uczuć. Bo indyjskie lato oblepia cię swoją zaborczą miłością niczym kokon.

Póki co piję zimną lemoniadę i objadam się arbuzem. Nie poddaję się tak łatwo. Nie porzuca się miłości, na którą tak długo się czekało.



 Lód z syropem. Za słodkie ale odświeżające. / Ice with syroup. Way to sweet but refreshing.

When I sit alone in a stuffy room and hear only fan tough it reminds me scenes from an american movie with a petrol station. Or porch. At the porch, in creaking chair sits a man in his middle age. He has a hat on his head and cowboy boots on his feet. He keeps in his hand a bottle of could beer, but not drinks because the man is asleep. At an empty road the wind pushes the dust clouds off. The heavy air can be sliced with a knife, and the atmosphere is tense like guitars strings. Something really bad will happend any moment.

I am sitting alone in the room and listening to the fan's noise and loud breaths of our dog who came in darkness and fell asleep in gusts of stuffy air. Because fan don't cool the air anymore, only warm air giving us an illusion of relief. April 2017. New Delhi, 42 degrees Celsius. And it's even not the hottest month in the year yet. And although I love summer and have close friendship with the Sun, but when I feel a layer of sweat covering my body ten minutes after shower I dream only about bath full of ice cubes.

Because sea is so far far away, and odor of cows dung and spoiling food knocks out me like Muhammad Ali. I'm still in the ring, but judge is ready to count to ten. It's still a draw with hell of this Indian summer, but it's not a fair fight.

Summer in India is a bit like unrequited youthful love. You sigh at it, miss it, send letters and dream about it but when it finally appears you are confused because of its intensity of feelings. Because indian summer roasts and coats your body with it's possesive love like a cocoon.

For now I drink cold lemonade and eat watermelon. I don't give up easily. Nobody gives up on love you have been waiting for so long.

Przepis na : Łodygi Kalafiora / Recipe for Gobhi ke danthal

Kalafior. Bardzo wdzięczne warzywo, które można przygotowywać na wiele sposobów (w Polsce popularny z majonezem lub bułką tartą smażoną na maśle - w Indiach paratha nadziewana kalafiorem lub aloo gobhi czyli dosłownie ziemniaki z kalafiorem). Większość z nas stosuje jedynie różyczki i wyrzuca resztę. Sama też tak robiłam!  Jakiś czas temu słyszałam, że niektórzy wykorzystują liście tego warzywa żeby zrobić zdrowe chipsy albo pesto. Jednak nie spotkałam się do tej pory z gotowaniem kalafiorowych łodyg! W Indiach są bardzo popularne, na tyle, że na targu możecie kupić same łodygi, bez różyczek i liści. Poza tym jest to warzywo bardzo często używane w indyjskiej kuchni zatem uzbieranie odpowiedniej ilości łodyg to kwestia kilku dni. Można wyczarować z nich przepyszne danie, którym chcę się z Wami podzielić. Jestem od niego uzależniona.

Łodygi kalafiora:

- 6-12 łodyg kalafiora (w zależności od grubości) - pokrojone w słupki
- 3-4 średnie cebule - bardzo drobno posiekane
- 1 łyżka pasty imbirowo-czosnkowej
- 2-3 duże pomidory - zmiksowane w blenderze
- 2 łyżki jogurtu naturalnego
- przyprawy : sól, ziarna kuminu, chilli, kolendra w proszku, garam masala, kurkuma
- garść listków świeżej kolendry

Robimy masalę czyli bazę do wielu indyjskich dań. W woku rozgrzej olej. Kiedy będzie gorący wrzuć szczyptę ziaren kuminu, a po chwili cebulę i smaż aż będzie złocista. Dodaj łyżkę pasty imbirowo-czosnkowej, a po 3-4 minutach zblendowane pomidory. Wymieszaj i po chwili przypraw masalę : solą, chilli, kolendrą w proszku i kurkumą (chilli szczypta, reszta około 3/4 łyżeczki). Wlej pół kubka wody i gotuj pod przykryciem, mieszając od czasu do czasu, aż na brzegach pojawi się tłuszcz (ok 10-15 minut). Jest to idealny czas by do woka wrzucić pokrojone w słupki łodygi kalafiora (grube łodygi kroimy na 8 części wzdłuż, cieńsze na 4). Bardzo dokładnie wymieszaj je z sosem i gotuj kolejne 15-20 minut aż kalafior będzie miękki (ale nie rozpadający się! wyczujesz moment, kiedy widelec będzie łatwo wchodził w warzywo). Nadszedł czas żeby dodać jogurt naturalny i świeżą kolendrę. Zwiększ ogień i smaż około 5 minut. Na sam koniec przypraw szczyptą garam masala i gotowe!

Łodygi kalafiora możecie jeść z roti, z ryżem, z chlebem. Jako główne danie, przystawka, albo dodatek do obiadu.

Smacznego!


 my kupujemy tę pastę ale możecie ją zrobić sami. Np. z tego przepisu.We buy this paste, but you can do it yourself, eg from this recipe.
 nasiona kuminu / cumin seeds
 masala


Cauliflower : Very grateful vegetable, which we can make in many ways ( Very popular in Poland made with mayo or with bread crumbs fried in butter. In India stuffed in parathas or aloo gobhi which means potatoes with cauliflower). Most people only eat the cauliflower heads and throw the rest. I also did that! Some time ago I heard that some people use cauliflower leafs to make healthy chips or pesto. But I never heard before about boiled stalks! They are very popular in India, you can buy only stalks in the market, without rest. Besides this vegetable is very popular in India and cooked very often so you can have enough stalks after few days. You can charm out delicious dish I want share with you. I'm addicted to it.

Gobhi ke denthal:

- 6-12 cauliflower stalks (depending on the thickness) - cut into bars
- 3-4 medium onions - finelly choped
- 1 tablespoon of ginger-garlic paste
- 2-3 big tomatos - blended
- 2 tablespoon of curd
- spices : salt, cumin seeds, chilli, coriander powder, garam masala, turmeric
- bunch of fresh coriander

First, the masala - base for many indian dishes. Heat oil in wok. When hot put pinch of cumin seeds and after 30 seconds chopped onion and fry until brown. Add a tablespoon of ginger-garlic paste and after 3-4 minutes blended tomatos. Mix well and put spices : salt, chilli, coriander powder and turmeric (chilli only a pinch, rest around 3/4 teaspoon). Add half a glass of water and boil covered, mixing sometime, untill oil will show on the sides (after 10-15 minutes). It's time to add cauliflower stalks chopped  into bars (Thick stalks we cut in 8 pieces, thin in 4). Mix veggies with masala and boil another 15-20 minutes until stalks will be soft (you will see the moment when you can put fork into it easly). When stalks are ready, add curd and fresh coriander. Increase the flame and fry for 5 minutes. In the end add a pinch of garam masala and your dish is ready!

Gobhi ke danthal can be served with roti or rice or bread. It can be a main dish, appetizer or dinner add-on. 

Enjoy!

Jak w domu. / As at home.

Wielokrotnie powtarzałam, że w Indiach mieszka mi się całkiem dobrze i nic się nie zmieniło.

Jednak czasem tęsknię za Polską, co jak podejrzewam, jest zupełnie naturalne. Brakuje mi tego, że wychodzę ze sklepu i mogę swobodnie porozmawiać ze sprzedawcą po polsku. W każdej chwili mogę pojechać do Kazimierza Dolnego (mojego absolutnie najukochańszego miasteczka w kraju). Mogę też pojechać do Trójmiasta gdzie mam rodzinę i znajomych i wypić piwo albo trzy i tańczyć do białego rana. Albo porozmawiać z Mamą przez telefon bez zmartwienia, że Internet słaby i ciągle coś przerywa.

Minie trochę czasu zanim znajdę tutaj swoich własnych znajomych (wiadomo, że póki co choćbym nie wiem jak dobry miała kontakt z ludźmi są to przede wszystkim znajomi Abhiego) i zanim poczuję się w tym nowym kraju zupełnie swobodnie. Są to raczej drobiazgi, które nie psują mojego pobytu w Indiach, ale które czasem dopadają w najmniej oczekiwanym momencie. Tęsknota.

Zastanawiam się kiedy przychodzi moment, że na obczyźnie zaczynamy czuć się jak u siebie w domu. Czy ten stan przychodzi naturalnie czy wymaga wiele pracy i wysiłku? Obserwuję całą masę różnych blogów i widzę ludzi, którzy wyemigrowali i w obcych krajach mieszkają od lat czy dziesięcioleci. Czy czują się tam jak u siebie? Czy czasem przychodzi moment tęsknoty za ojczyzną i rezerwują wtedy bilety na samolot do domu? Czy to nadal jest ich dom, skoro rodziny założyli w zupełnie innych krajach? Jak to jest z tym domem? Jeśli twój dom jest tam gdzie twoje serce czy oznacza to, że domów mamy wiele?

Co Wy, mieszkający na obczyźnie od lat, nazywacie domem? I jak dużo czasu zajęło Wam oswojenie z nieoswojoną ziemią?

Biała Podlaska / My hometown Biała Podlaska, Poland
 Moje serce / My heart

I repeated many times that I like to live in India and I feel pretty good here and nothing changed.

But, of course, sometimes I miss Poland, and I guess it's quite natural. I miss that I can't go out to the shop and can talk freely with the seller in Poilsh. Or anytime I can just pack my bagpack and go to Kazimierz Dolny (my faourite and the most beautiful town in Poland). Or I can go to Gdańsk where I have family and friends and I can go out and drink beer or three and dance till the morning. Or talk with my mother on the phone without any connection issues because wi-fi is weak.

It will take some time before I will find here my own friends (even if I have good connection with people here they are still Abhi's friends and not mine) and before I will feel  comfortable in my totally new country. These are trifles, and they are not spoild my life here but sometimes catching me in moment when I don't expect it. Longing.

I wonder that when this moment in new country we feel totally like at home will come? It is a natural process or we must work on it and put a lot of effort for this? I follow a lot of blogs, and I see people who live abroad for many years or even decades. Do they feel they are  at home? Do they have this longing moments and what they are doing about that? Book tickets to home? It is still their home if they made their families in totally different countries? How is it with this home? If your home is where your heart is then that means you have a lot many homes?


What you people living abroad for years, call your home? How much time you took to  tame the untamed heart?


Problemy z indyjską teściową / Problems with Indian mother-in-law

Jak wiecie z poprzednich postów, mam bardzo dobry kontakt z moją teściową. Zawsze powtarzała że chce aby jej synowie ożenili się z miłości i sami podjęli decyzję o swoich życiowych partnerkach. Jednak dużo rozmawiam z moją teściową i słucham jej opinii i wskazówek. Jeśli Twoja teściowa jest niezadowolona, że jej syn wybrał sobie żonę cudzoziemkę, jest kilka sposobów, które pomogą Ci zmienić jej zdanie.

Przede wszystkim zastanów się jaki pierwszy stereotyp o Hindusach przyszedł Ci do głowy kiedy poznałaś swojego męża? Coś w stylu, że nie szanują kobiet? A jak traktuje Cię twój mąż? Jest czuły i kochający? No właśnie. Dlatego bardzo możliwe, że Twoja teściowa również myśli stereotypowo. Na przykład, że sypiasz z wieloma mężczyznami albo ze nie zadbasz odpowiednio o jej syna bo urodziłaś się się w innej kulturze. Uważam, że nie ma problemu którego nie da się rozwiązać, potrzebujesz tylko trochę cierpliwości. I kilka rzeczy, które pomogą Ci ułaskawić niełaskawą teściową.

Przede wszystkim naucz się robić perfekcyjny chai. Nic tak nie zbliża jak popołudnie przy filiżance dobrej, okropnie słodkiej herbaty i przekąskach. Poproś teściową żeby nauczyła Cię jak ją przygotować, albo przetestuj nasz najprostszy przepis : masala chai

Zawsze musisz stawiać granice. To od Ciebie zależy jak bardzo zaangażowana chcesz być w indyjską kulturę ale byłoby świetnie gdybyś chociaż od czasu do czasu założyła indyjskie ubrania. Gwarantuję Ci, że będziesz w nich wyglądać obłędnie, usłyszysz masę komplementów i ucieszysz teściową. Zwłaszcza jeśli komplement powie Ci ktoś z rodziny. Będzie zadowolona i dumna nawet jeśli się do tego nie przyzna.

Naucz się kilku słów i zwrotów w hindi i poproś teściową żeby nauczyła Cię więcej. Poczuje się przy Tobie bardziej swobodnie. Nie zniechęcaj się jeśli będzie się śmiała kiedy powiesz do niej coś w hindi. To nie jest złośliwy śmiech. Wręcz przeciwnie, tak Hindusi reagują na wiele rzeczy. Śmiech to ich sposób na okazanie zadowolenia. Nikt Cię nie wyśmiewa.

Bez względu na to czy zamierzasz podążać za indyjską kulturą czy żyć jedynie swoim zachodnim życiem, celebruj indyjskie święta. Spróbuj pościć podczas Nawratras, obrzucaj się kolorami w czasie Holi, częstuj teściów słodyczami podczas Diwali. Większość Hindusów jest religijna i jest to dla nich bardzo ważne. Poza tym prawdopodobnie sprawi Ci to radość.

Okaż szacunek starszym poprzez dotknięcie stopy. Nie wiem dlaczego ludzie zachodu uważają to za krępujące i wstydliwe. Zapewniam, że tylko Ty czujesz się zawstydzona. Jedyną myślą jaka przejdzie przez głowę Hindusa będzie radość ze szanujesz ich tradycje.  Trwa to tylko kilka sekund, a z pewnością wywoła uśmiech na twarzy nie tylko Twojej teściowej ale i innych członków rodziny. Twój mąż również będzie z tego zadowolony i będzie z Ciebie dumny. Pamiętaj, że rodzina w Indiach jest bardzo ważna, więc jeśli oni Cię lubią, Twoja teściowa również nie może pozostać obojętna.

Ale przede wszystkim pamiętaj, ze wszyscy jesteśmy ludźmi i Twoja teściowa na pewno nie jest potworem. Jest może odrobinę zawiedziona lub nadopiekuńcza i potrzebuje czasu żeby się oswoić z nową sytuacją. Synowie w Indiach są często traktowani jak królowie, więc prawdopodobnie matka Twojego męża od narodzin swojego syna marzyła o dobrej, przykładnej żonie dla niego (w jej myślach zawsze była to Hinduska) i teraz od Ciebie zależy żeby pokazać jej, że przecież jej marzenia się spełniły tylko synowa ma inny kolor skóry ;)

Nie załamuj się, nie poddawaj, bądź uśmiechnięta, pokaż swojej teściowej jak zależy Ci nie tylko na jej synu ale i na dobrym kontakcie z nią, a wszystko się ułoży.

Keep calm and Drink masala chai.

Jakie są Wasze doświadczenia z Waszymi indyjskimi teściowymi? Z jakimi problemami się spotkaliście i co pomogło Wam pokonać barierę?



  



How you know from our previous posts, I have a really good relation with my mother-in-law. She always repeated that she want his sons to get married to whom they love and make their life decisions by their own. But I also talk a lot with her so If your mother-in-law is not happy because you are a foreigner? Here are some tricks which can help change her opinion about you.

First of all, consider what was the first stereotype of Indians that came to your mind when you met your husband? Something like they don't respect women? And how your husband treats you? He is affectionate and loving? Exactly. So maybe your Indian mother-in-law also thinks about stereotypes. Like, you have sex with a lot of people (means you will cheat on his son) or you wll not take care of him properly because you was born in different culture. I think, there is no problem that you can't solve. All you need is just a bit of patience and few things which will help you sebude unkind mother-in-law.

First learn how to make the perfect masala chai. Nothing comes close like an afternoon with a cup of good and awfuly sweet tea and snacks. Ask your mother-in-law  to teach you how to prepare it, or test our simplest recipe: masala chai

Remember to always place your boundaries. It depends on you how much you want to be involved in Indian culture and she must know it but it would be nice if you will wear Indian clothes sometimes. I guarantee that you will look gorgeous in them, you will hear a lot of compliments and you will make your mother-in-law happy. Especially if the compliment tells you someone from the family, MIL will be happy and proud even if she does not admit it.

Learn a few words and phrases in hindi and ask your mother-in-law to teach you more. She will feel more comfortable with you. Do not be discouraged if she laughs when you tell her something in Hindi. This is not a malicious laugh. On the contrary,  Hindus respond to many things like that. Laughter is their way of showing satisfaction. Nobody laughs at you.

Regardless of whether you are going to follow Indian culture or just live your western life - celebrate Indian holidays. Try to fast on Navratras, throw color at Holi, deny your in-laws sweetness at Diwali. Most Hindus are religious and it is very important to them. Besides, it will probably make you happy and you will discover so many new, interesting things!

Show respect to elders by touching their feet. I don't know why Westerners consider this to be embarrasing and shameful. I assure you that only you feel ashamed. The only thought that passes through the head of the elder will be the joy that you respect them and their traditions. It only takes a few seconds and it will definitely bring a smile not only on your mother-n-law's face but also other family members. Your husband will also be happy and proud of you. Remember that family is very important in India so if the family likes you how can your MIL still not accept you?

But, primarily, remember that we are all only humans and your indian mother-in-law is for sure not a monster. She is maybe a little dissapointed or overprotective and needs more time to adjust to this new situation. Sons in India are often treated like kings, so probably your husband's mother since birth of her son dreamed of a good wife for him (in her mind it was always Hindu), and now it is up to you to show her that her dreams came true only her daughter-in-law has a different skin color;)
So, don't give up ,keep smiling, show your mother-in-law how you care not only for her son but also for good contact with her and everything will work.

Keep calm and Drink masala chai.

What are your experiences with your Indian mother-in-law? What problems have you encountered and what helped you overcome the barrier?

Recenzja - Shim Tur : Koreański raj. /Review - Shim Tur : korean paradise.

Uwielbiamy testować nowe miejsca. Jesteśmy wiecznie głodni, zawsze spragnieni i żądni odkrywania i doznawania kulinarnych podniet. Jeśli poza świetnym jedzeniem, restauracja gwarantuje miłe otoczenie wtedy wiemy, że jesteśmy w domu.

Pewnego dnia wybraliśmy się na Paharganj żeby zjeść naszą ulubioną pizzę (Sam's Cafe - pizza jakościowo lepsza niż w knajpie Jamiego Olivera, i o połowę tańsza!). Jednak w połowie drogi Abhi przypomniał sobie o miejscu, w którym nie był już bardzo długo i zadał mi bardzo ważne pytanie : czy chcesz zjeść dzisiaj coś koreańskiego?

Historia tej knajpy zaczyna się jak z horroru, chyba dlatego wcale nie tak dużo osób wie o tym miejscu. Kiedy weszliśmy w wąską uliczkę i minęliśmy panów sikających na ścianę (w miejscu do tego przeznaczonym ale w ogóle nie osłoniętym) pomyślałam, że mój mąż sobie ze mnie żartuje. Nie było lepiej kiedy przeszliśmy przez uliczny bar z plastykowymi stolikami przykrytymi lepkimi od brudu ceratami i weszliśmy do obrzydliwego, brudnego i śmierdzącego budynku, który wyglądał jakby się miał zawalić. Nie uciekłam stamtąd z krzykiem tylko dlatego, że ufam mojemu mężowi bezgranicznie.

Zaczęliśmy się wspinać po schodach, a z każdym krokiem ściany robiły się czystsze i bardziej kolorowe. Kiedy dotarł do nas zapach jedzenia byliśmy już prawie na szczycie niskiego bloku. Jednak kiedy przekroczyliśmy próg baru, nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Jedno z najbardziej klimatycznych miejsc jakie widziałam w Delhi, a o takie rzeczy tutaj wcale nie jest tak łatwo. Delhijskie bary to albo drogie restauracje wszystkie zrobione na jedną "mańkę", albo sieciówki, albo brudnawe jadłodajnie albo uliczne stoiska. I nieważne czy wybieracie się do knajpy meksykańskiej, włoskiej czy chińskiej - połowa menu na bank będzie indyjska. Jednak nie w Shim Tur.

Zapamiętajcie tę nazwę. Nie dostaniecie tutaj nic indyjskiego, ale zapewniamy Was, że zjecie tutaj przepysznie. Koreańskie sushi (bardzo tanie), kałamarnice z ryżem (obłędnie dobre) czy 4 rodzaje przystawek za które płaci się raz,a je ile chce. Jest to kimchi, marynowane ogórki, omlet i ziemniaki. Dopiero w tym miejscu zrozumiałam czym jest kulinarny orgazm. Menu jest stosunkowo krótkie i bardzo dobrze! Zamówienie zaznacza się na kartce podanej wraz z menu. Jednak nie tylko fantastyczne jedzenie tworzy klimat tego miejsca. Sam wystrój pełen kwiatów i książek jest cudowny. Cicha atmosfera, rozmowy i śmiechy sprawiają, że chce się w tym miejscu siedzieć długie godziny.

Shim Tur ciężko jest znaleźć, a poza tym łatwo zrezygnować na widok brudnej zaśmieconej ulicy i obdrapanego budynku, w którym się znajduje - jednak jeśli będziecie mieli okazję - musicie tutaj zajrzeć. I zjeść. I spędzić piękny czas.

Adres: 2nd Floor, Navrang Guest House, Tooti Galli, Main Bazaar, Paharganj, New Delhi

 nie poddawaj się w tym miejscu! / don't give up at this place!



 przystawki / starters
 koreańskie sushi z tuńczykiem / korean tuna sushi
 kałamarnice z ryżem / squid with rice
druga wizyta w Shim Tur : przystawki, wegetariańskie sushi, smażony ryż z kimchi / second visit in Shim Tur : starters, vegetarian sushi, fried rice with kimchi

***

We love eating at new places. We are always hungry, all the time thirsty and with an undying  desire to explore and experience culinary excitment. If besides great food, a restaurant guarantees nice environment then we know that we are at home.

One day we went to Paharganj to eat our favourite pizza (Sam's Cafe - quality of pizza is even better than at Jamie's Pizzeria but prices are half less!). But in the mid way Abhi remembered about some place he hadn't visited for a very long time and asked me a very important question : do you want eat something korean today?

The story of this restaurant starts like a horror movie, and probably thats why not that many people know about this place. When we entered the narrow alley and passed the men pissing on the wall (in a designated place but not covered at all), I thought my husband was joking with me! It was not better when we walked through the street bar with plastic tables covered with foil tablecloth and we entered a dirty and smelly building that looked like it was going to collapse. I didn't run away from there only because I trust my husband.

We started climbing the stairs, and with every step the wall got cleaner and more colorful. When we reached, the aroma of food found us and directed our tastebuds to follow. But when we crossed the door, I could not believe what I saw. One of the most atmospheric places I have seen in Delhi! And it's not that easy for that here! Places in Delhi are : expensive restaurants which most look the same or fast foods or dirty dinning or street stalls. And it's never mind if you are going eat mexican, italian or at a chinese restaurant - we can bet with you that half menu will be indian. But not in Shim Tur. 

Remember this name. You will not get anything Indian here, but we assure you that you eat here deliciously. Korean sushi (very cheap), squid with rice (insanely good) or 4 types of entree for which you pay once and you can eat as much you want. It is kimchi, pickled cucumbers, omelette and potatoes. Only at this place did I understand what culinary orgasm is. The menu is relatively short and very good! However, not only fantastic food which creates the climate of this place. The decor of flowers and books is wonderful, quiet atmosphere, conversations, laughter makes you want to sit here for long hours.

It's very hard to find this restaurant or give up after seeing how dirty the street and building is which leads to this place but if you will have the chance you can go to Shim Tur. To eat. And spend some beautiful time.

Address : 2nd Floor, Navrang Guest House, Tooti Galli, Main Bazaar, Paharganj, New Delhi

Stare Delhi / Old Delhi

Rzadko odwiedzamy Old Delhi, chociaż podróż tam zajmuje nam około pół godziny metrem (z jedną przesiadką!). Jednak kiedy już się tam wybieramy, to są to na pewno niezapomniane chwile.

Jak sama nazwa wskazuje jest to starsza część miasta. Uliczki tutaj są węższe (tak, mogą być jeszcze węższe! ;) ), łatwo się zgubić jeśli raz wejdzie się w jakiś zaułek. Więcej ludzi śpi tutaj na ulicy, wiele miejsc jest brudnych i obskurnych ale Old Delhi to punkt, który każdy turysta powinien zobaczyć. Ze względów historycznych (chociażby Red Fort ), kulinarnych (chyba największe skupisko fantastycznych i popularnych miejsc, które serwują genialne jedzenie), oraz próżnych (tanie ubrania).

Przygodę z Old Delhi zaczynamy o (niemal) świcie. Jeśli pojawicie się tam około 7 rano zastaniecie na Chandni Chowk tak zwany Bazar Złodzei (nazwa jest dwuznaczna, generalnie chodzi o to, że ubrania są kradzione z wielkich kontenerów, z dostaw do dużych sklepów ale również lepiej pilnować plecaków i torebek, bo nigdzie nie zobaczycie takiego tłumu - ani mężczyzn, którzy jakby nigdy nic ściągają spodnie i koszule na środku ulicy żeby coś przymierzyć). Jeśli nie na zakupy to można się wybrać chociażby po to, żeby popatrzeć na to zakupowe szaleństwo w iście indyjskim stylu. UWAGA! Jest to raj dla książkoholików : znajdziecie tutaj niezliczoną ilość rozłożonych na ulicy książek za grosze! Jeśli nie przeszkadza Wam gorsza jakość papieru i miękka okładka - nie wyjdziecie stąd z pustymi rękami.

Kiedy znudzą Wam się zakupy pora żeby trochę pozwiedzać. Na przykład Red Fort, o którym pisałam wcześniej (link powyżej). Tutaj na pewno odpoczniecie.

Dużo czasu przeznaczcie na kulinarne orgazmy. I najlepiej przyjedźcie do Old Delhi z pustymi żołądkami (stalowymi też). Możecie wybrać restaurację (chociażby Moti Mahal z najsłynniejszym w całych Indiach butter chicken. To tutaj powstała receptura na to danie i to tutaj Gordon Ramsay przyjechał by nauczyć się jak przyrządzić tego kurczaka). Dobrą opcją są bary, gdzie możecie usiąść (albo postać przy wysokim stoliku) i tutaj przygotujcie się na prawdziwą jazdę bez trzymanki. O słynnych jalebi pisałam wcześniej (Nigdy nie będę miała figury modelki). Właściwie wszystko tutaj jest słynne, prawdopodobnie dlatego, że jest to stara część miasta i wiele barów otwartych jest od lat. Jednak popularność zdobyły przede wszystkim smakiem. Smażone parathy z niecodziennymi nadzieniami (chociażby cytryna, migdały, pomidory i wiele innych), chole kulcha, chole bathure, samosa. Możecie spróbować wszystkiego po trochu, albo przyjechać tutaj kilka razy. Każdy znajdzie coś dla siebie  nikt nie opuści Old Delhi niezadowolony.

Chociaż na każdym kroku czuć tutaj, że jesteś w Indiach, ja w Old Dehi czuję się trochę jak w innym świecie. Uliczki, chociaż brudne, przypominają czasem włoskie czy greckie wąskie zakamarki. Drzewa rosną na sufitach budynków, jest tłoczno, głośno i niezbyt przyjemnie pachnie. Jednak jak to w Indiach, zapachów jest tak wiele, że po pewnym czasie trzeba albo stąd wyjechać albo się przyzwyczaić. Ja zostaję, bo dopiero zaczęłam eksplorować Old Delhi. Chcę więcej!

 słynna restauracja, którą odwiedził Gordon Ramsey / famous restaurant which Gordn Ramsey visited
 smażone parathy / fried parathas
 miejsce, w którym powstają smażone parathy / lace where fried parathas are prepared
 ludzie, rowery, skutery, stoiska z jedzeniem ;) / people, bikes, scuters, food stalls ;)
kiedy myślisz, ze uliczka nie może być węższa / when you think that alley can't be more narrow 

We visit Old Delhi quite rarely, even if the trip there takes for us around half an hour (with one change!). But if we are going there there are unforrgetable moments. 

As its name suggests it is the older part of city. Streets are narrower here (yes they can be more narrow ;) ) and it's easy to be lost here if you will go to the wrong alley. More people are sleeping here on the streets, a lot of places are really dirty and dingy but Old Delhi is a part of the city where every tourist should visit. Because of its historical reasons (for example Red Fort), culinary reasons (I think it's one of the biggest cluster of fantastic and famous places where served delicious food), or vanity reasons (cheap clothes). 

One should start their adventure at Old Delhi at (almost) daylight. If you will be there at around 7 am you can go to Chandni Chowk on the Thief Market (name is ambiguous, in general, the point is that clothes are stolen from large containers, with supplies to large stores but it's better to watch your bagpacks and purses because this market is insanely crowded - and you can also see a lot of men who try their clothes on the street - it means they are standing there only with underwear). If not for shopping you can go there only to look at this shopping madness in totally indian style. WARNING!  This place is a paradise for books lovers! You will find billion of books on the streets for a buck! If you don't care of the paper quality and soft cover - you will not go out with empty hands!

When you will be bored of shopping it's time to explore something. For sure you will get rest and see amazing place in Red Fort (link above).

Set aside a lot of time for food orgasms. And it's better if you will come to Old Delhi with empty stomach (made from steal also). You can choose nice restaurant (for example Moti Mahal famous of their butter chicken which was as a fact created here.and culinary giant like Gordon Ramsay himself came to learn how to prepare this chicken). Good option are small bars where you can sit (or stand in the front of high table) and here be prepared for extreme experiences. About famous jalebi I wrote earlier (I'll never have a model figure). Actually everything here is famous, probably because it is an old part of town and many bars are open for years. However, the popularity gained a taste. Fried parathas with unusual filling (like lemon, almonds, tomatos and much more), chole kulcha, chole bathure, samosas. You can try everything a bit, or come here several times. Everyone will find something for themselves no one will leave Old Delhi dissatisfied. 

So even if in every step in Old Delhi you know it's India I feel here a little like in different world. The streets, although dirty, sometimes resemble Italian or Greek narrow corners. Trees grow here on the ceiling of buildings, it is crowded, loud and not very pleasant smelling. But as in India, there are so many scents that after some time you have to either go out or get used to. I stay because I just started exploring Old Delhi and I want more!

Kulinarne wyprawy Gordona Ramsaya. / Gordon's Great Escape.

Kto zna Gordona Ramsaya niech podniesie rękę! Widzę ich cały las! Wydaje mi się, że Ramsay jest jednym z najbardziej popularnych kucharzy na świecie. Jest nie tylko kulinarnym celebrytą (prowadzi programy takie jak "Piekielna Kuchnia", "MasterChef", "Kitchen Nightmares" i wiele wiele innych), ale utalentowanym szefem kuchni, który ma na swoim koncie gwiazdki Michelina. Do swojego sukcesu doszedł ciężką pracą i teraz zbiera jej zasłużone plony.

Jednym z jego programów jest show podróżnicze "Kulinarne wyprawy Gordona Ramsaya". Byłoby dziwne gdyby nie odwiedził tak wielkiego i różnorodnego kulinarnie kraju jakim są Indie. Powstały na ten temat trzy odcinki i wszystkie możecie obejrzeć na YouTube.

Program jest świetny. Nic dodać nic ująć. Ramsay jest znany z ciętego języka albo mówiąc dosadniej: niewyparzonej gęby. (W telewizji zasłynął z krzyków, przeklinania i rzucania talerzami). Wyobraźcie więc sobie tego pewnego siebie, wiecznie wrzeszczącego kucharza, który przylatuje do Indii i w jego oczach pojawia się czyste przerażenie! :D Nagle traci swoją pewność siebie i ostrożnie stąpa po kruchym, indyjskim kulinarnym lodzie. To właśnie Indie robią z ludźmi. Nigdzie nie znajdziecie drugiego takiego miejsca i nigdy nie wiecie co może czekać Was za rogiem. A jeśli przychodzi czas na testowanie różnych potraw spodziewajcie się kulinarnych orgazmów i rozstroju żołądka raz za razem, dzień po dniu.

Gordon podróżuje po różnych stanach Indii i pokazuje nie tylko jak różnorodny jest to kraj ale jak bardzo różnią się kulinarne upodobania jego mieszkańców. Właściwie każdy region to inna specjalność, jakby podróżowało się po różnych państwach, w których ludzie nie tylko jedzą inne dania ale nawet wyglądają inaczej i mówią innym językiem.

W Delhi Ramsay odwiedziłrestaurację Moti Mahal, w której powstała receptura na słynnego na całym świecie butter chicken. Ale poza tym testował najróżniejsze, przedziwne przysmaki, chociażby chutney z mrówkami czy mięso pieczone w dziurze na pustyni. Do tego w każdym miejscu uczył się gotować i to najbardziej mi się w nim podoba. Gordon Ramsay jest głodny wiedzy i nigdy nie osiada na laurach. Nawet teraz, po tylu latach sukcesów kiedy ma tak ogromne doświadczenie (i tak wiele restauracji) on wciąż uwielbia podróżować by zdobywać doświadczenie. Nigdy nie pokazuje swojej wyższości, nie wymądrza się, a pokornie przyjmuje naukę i widać jak wspaniale ją sobie przyswaja, wzbogacając o swoje umiejętności.

Poza tym wszystkim możecie również zobaczyć jak wspaniałym i ciekawym krajem są Indie, jak zmienia się krajobraz i jak wiele można się tutaj nauczyć jeśli ma się w sobie chociaż odrobinę cierpliwości. Nie brakuje też szaleńców, takich jak kobieta, która wcierała sobie w oczy najostrzejszą papryczkę świata. Gratulujemy głupoty ;)

Żałuję, że na temat Indii nie powstał cały sezon, a tylko 3 części. Myślę, że nawet w 20 odcinkach nie zabrakłoby różnorodności, a każda część byłaby jeszcze ciekawsza od poprzedniej. Dzięki Ramsayowi aż chce się podróżować, chce się wyruszyć w świat i jeść i testować i cieszyć się życiem!




Who knows Gordon Ramsay raise your hand! I see a lot of them! I think that Gordon Ramsay is one of the most popular chef in he world. He is not only a culinary celebrity ( he hosts programs like "Hell's Kitchen", "MasterChef" or "Ramsay's Kitchen Nightmares" and much more), but also a very talented chef who has Michelin stars on his restaurants! For his success he came with hard work and now collects his well-deserved crops.

One of his tv shows is a travel program called "Gordon's Great Escape". Of course it would be very wierd if he never visited that huge and culinary different country like India. There are three episodes and you can watch them on YouTube.

The show is amazing! I swear! Ramsay is known for his bad language. On television he is famous for shouting, swearing and throwing plates. So imagine that this confident man, always screaming at his cook coming to India and you can see pure horror in his eyes. :D Suddenly he loses his self-confidence and is severely affected by the fragile Indian culinary ice. Thats how India affects people. You will not find a second place like this so you never know what might be waiting around the corner. And when the time for food tasting will come you can expect culinary orgasms and bad stomach all the time, day by day.

Gordon travels at different states of India and shows us not only how vast this country is but also how different the food is that you can find in every place. In fact, each region is different, as if you were travelling in different countries where people not only eat different dishes but they even look different and speak different languages.

In Delhi Gordon visits restaurant Moti Mahal where a recipe for the world famous butter chicken was created. But besides that, he tasted various bizarre specialties, such as an ant chutney or meat baked in a hole in the desert. For every place he learned to cook something new which I like in him the most. Gordon Ramsay is hungry for knowledge and never settles on his laurels. Even now, after so many years of success with so much experience (and so many restaurants in different countries) he still loves to travel to gain experience. He never shows his superiority, he never trys to be smarter than anybody and he accepts all things anybody wants to teach him. You can see how great he can assimilate this new knowlege and how it enriches his skills.

Besides all this, you can also see how wonderful India is, how the landscape changes and how much you can learn here if you have a little patience. There are also lunatics like the woman who put on her eyes the most hot chilli pepper in India. Congratulations on stupidity;)

I wish there was a full season about India, not only 3 parts. I think that even in 20 episodes there would be no diversity, and every episode would be even more interesting than the previous one. Thanks to Ramsay, I want to travel more than ever, I want to go out and eat and taste and explore and enjoy life!

Małżeństwo z miłości? / Love marriage?

Ostatnio ludzie pytają nas (lub teściową) czy nasze małżeństwo zawarte jest z miłości czy zostało zaaranżowane. Serio?!

Na początku bardzo mnie to bawiło i uważałam, że jest to dobry powód do żartów. Później trochę mnie to denerwowało. Wydawało mi się, że aranżowanie małżeństw dotyczy jedynie Hindusów i nie wiedziałam, o co w tym wszystkim chodzi. Ostatnio kiedy czekałam na męża w polskiej ambasadzie nawet ochroniarz zadał mi to "wielkie" pytanie ;)

Zrozumiałam o co chodzi dopiero po jakimś czasie. Prawda jest taka, że wiele osób ucieka z Indii jeśli tylko ma taką możliwość. Gigantyczna korupcja i marne warunki pracy (nawet Google płaci pieniądze tak małe, że to nawet nie jest śmieszne) zmuszają ludzi do poszukiwań lepszego życia za granicą. Najbardziej popularne są Stany Zjednoczone (a przynajmniej były zanim Trump doszedł do władzy) czy Europa. Jednak nie każdy ma tyle szczęścia żeby bez trudu dostać wizę - np. w przypadku wizy Schengen trzeba mieć na koncie konkretną sumę pieniędzy (wcale niemałą). Jak zatem uciec i szukać szczęścia z dala od indyjskich upałów? Otóż można zawrzeć małżeństwo z obywatelem danego kraju dzięki czemu dostanie wizy jest zdecydowanie łatwiejsze, przeprowadzić się, postarać o obywatelstwo a następnie rozwód. Kiedy zrozumiałam, że takie praktyki są na porządku dziennym przestałam się dziwić, że ludzie pytają nas o takie rzeczy.

Otóż, nasze małżeństwo zostało zawarte z miłości. Zresztą jesteście świadkami naszej miłości już od kilku ładnych miesięcy ;) Nie potępiam jednak ludzi, którzy biorą ślub dla wizy - każdy działa według swojego sumienia i układa sobie życie tak jak mu się podoba. To nie jest nasza sprawa.


Lately people ask us (or my mother-in-law) if our marriage is a love marriage or was arranged. Seriously?

For the first time it was very funny for me and I thought it's a very good topic for jokes. Later it's started to annoy me a little. I thought that arranged marriages it's only an Indian thing and I didn't know what is going on. Couple days ago when I waited for my husband at the Polish Embassy the guard on duty asked me the same question.

I understood after some time. The truth is that a lot of people elope from India if they have an opportunity. Gigantic corruption and bad work conditions (even Google offers such less money that it is not even funny any more) pushing people to look for better life abroad. Most popular destination is US (or was before Trump) or Europe. But not everybody has  much luck to easily get visa - for example to get Schengen visa you have to show some amount of money in your bank account.
So, how they can run away and look for happiness far away from Indian hellish heat? Well you can get married with the citizen of a country you want to go and get visa much easily, and then move out, try to get citizenship and then divorce. When I understood that a lot of people are doing things like this (not only Indian actually...) I stopped to  wonder why people are asking us such stupid questions.

Our marriage is deffinetly love marriage. And you are witnesses of our love since the last couple of months ;) But also I do not condemn people who get married for visa - everyone acts according to his conscience and sets his life as he pleases. This is not our business.

Top 10 ulicznego jedzenia w New Delhi / Top 10 of street food in New Delhi

Polacy uwielbiają jeść, ale to Hindusi są mistrzami w tej dziedzinie. Street food doprowadzili do perfekcji (myślę, że w ogóle Azja jest w tym temacie niezrównana). W Delhi niemal na każdym rogu, chodniku, ulicy możecie natknąć się na stoiska z aromatycznym, pikantnym, nieziemsko smacznym jedzeniem, które w dodatku zazwyczaj kosztuje grosze!

Byłam tylko w kilku indyjskich restauracjach w Polsce, ale to co jest tam serwowane to tak naprawdę może 10% tego co naprawdę możecie zjeść w Indiach. (Pamiętajcie, że chociażby dania na Północy i na Południu są totalnie inne, a przecież Indie to ogromny kraj). Kiedyś pokazałam Abhiemu menu jednej z indyjskich restauracji, która jest na rynku już 10 lat i ma chyba ze sto pozycji w menu. Abhi przejrzał je i tylko powiedział : rany, to menu jest bardzo podstawowe. Teraz wiem, że to prawda, bo kiedy jestem w Delhi,co chwilę próbuję czegoś nowego, co chwilę jem coś o czym nigdy wcześniej nie słyszałam.

Postanowiliśmy więc przedstawić Wam top 10 naszego ulubionego ulicznego jedzenia. Jeśli będziecie kiedyś w Delhi, spróbujcie chociaż połowy, a na pewno nie pożałujecie!

***

Polish people love to eat but Indians are masters in this thing. Made street food to perfection (I think the entire Asia is the best in street food). In Delhi in almost every corner,  street you can find stalls with aromatic, spicy, totally delicious food, which is also very cheap.

I was at  several indian restaurants in Poland, but what they serve there is like maybe 10% of this what you really can eat in India. (Remember that for example meals from North an South are totally different and India is a huge country). One day I showed Abhi the menu of one of the polish-indian restaurant, which exists for the last 10 years and has like hundred portions on its menu or something. Abhi looked at this and only said : jeeez, this menu is very basic. Now I know it's true because when I'm here I'm trying something new, or something I never heard about it in my entire life.

So, we decided to show you the Top 10 of our favourite street food. If you will be some day in Delhi, try just half of it, and you will not regret it!

***

1. GOL GAPPE / Puchka

Są to chrupiące, smażone w głębokim tłuszczu muszelki nadziewane gotowanymi ziemniakami, cieciorką i świeżą cebulą. Przyprawiona solą i chilli, a następnie zanurzone w aromatycznej wodzie, słodkiej lub słonej, z dodatkiem np. tamaryndowca. Wiele restauracji podaje gol gappe ale uwierzcie nam, że jedzenie ich w restauracji nie smakuje nawet w połowie tak dobrze jak te z ulicy serwowane i zanurzane w wodzie na bieżąco, na Twoich oczach. Najlepsze puchka (różnica jest taka, że w gol gappe często nie dodają cebuli, a nawet soli, puchka jest przyrządzana trochę inaczej i jest bardziej aromatyczna ale generalnie wygląda tak samo) znajdziecie w dzielnicy Karol Bagh. Jeśli zobaczycie chłopaka ze zdjęcia, rzucajcie wszystko i idźcie u niego zjeść. Absolutny hit i numer jeden mój, Abhiego i mojej teściowej. Za 5 sztuk na Karol Bagh zapłacicie 20 rupii (około 1,30 zł)

Crunchy, fried in deep oil shells stuffed with boiled potatos, chickpeas and fresh onion. With salt, chilli and other spices and ... dipped in aromatic water. Sweet or salty, with tamarind for example. A lot of restaurant serve gol gappe but it not even  half as good as  like this from the street stall, made in front of your eyes. The best puchka (different is that in gol gappe often they don't put onion or salt and is made a little different, puchka is more aromatic but both looks almost the same) you will find in Karol Bagh. If you will see the boy from this picture, don't think just drop everything and go eat from his stall! Gol gappe is an amazing snack, favourite and number one of mine, Abhi and my mother-in-law. For five pieces in Karol Bagh you will pay 20 rupees (around 1,30 PLN).



2. KACHODI

Chrupiące ciastko smażone w głębokim tłuszczu (no cóż, wiele rzeczy w Indiach jest smażonych na głębokim tłuszczu). Na nim mus z cieciorki lub groszku posypane świeżą cebulą (tak, przygotujcie się na dużą ilość świeżej cebuli w Indiach), plasterki chilli. Podawane z marnowaną, zieloną papryczką chilli. Danie jest aromatyczne, rozpływa się w ustach i ciężko skończyć na jednym talerzu. Nikt jak Hindusi nie potrafi przyprawiać dań. Jeśli jednak nie tolerujecie zbyt ostrych dań, pomińcie papryczkę (reszta nie jest zbyt pikantna). Najlepsze kachodi jedliśmy na Jwala Heri Market, talerz z 3 sztukami to koszt około 40 rupii (2,50 zł)

Crunchy cookie deep fried in oil (well, a lot of food in India is deepfried in oil) with chickpea or peas mash on the top, plus fresh onion (yes, be prepared for tons of fresh onion in India) and slices of chilli. Served with pickled green chilli. This dish is so aromatic and melts in the mouth that it's very heavy to finish just one plate. Nobody can make it like Indians . But if you don't like too spicy food of course avoid pickled chilli (rest is not that spicy). The best kachodi we ate on Jwala Heri Market, one plate with three pieces and it costs around 40 rupees (2,50 PLN).


3. Chole kulcha/Amritsari Naan or Kulcha

Danie, które zjecie zarówno w restauracji jak i na ulicy. Przykładem jest (Baljeet Amritsari Kulcha oraz Kalicharan Chole Kulcha na Meera Bagh,  Paschim Vihar), który zaczynał od ulicznego stoiska, a teraz ma dwie restauracje. Jest to miękki, placek zrobiony z semoliny (kulcha), wyglądem może przypominać naan ale teksturą jest jak bardzo miękka i delikatna bułka. Do tego gęsty, aromatyczny sos z bial̥ego groszku (tak, chole oznacza ciecierzycę ale w tym daniu groszek używany jest częściej). Jest dosyć pikantny i ciężkostrawny dlatego lepiej nie jeść tego na noc. Nasze ulubione chole kulcha zjecie w West Delhi, Paschim Vihar, otwarte zazwyczaj do około godziny czternastej. Porcja, którą spokojnie najedzą się dwie osoby to koszt 25-30 rupii (1,90 zł) a za placki w Amritsari Naan Kulcha około 70-150 rupii (4,30 zł - 9,30 zł) w zależności od wybranej porcji.

Dish, you can eat both in the restaurant and on the street. Example is (Baljeet Amritsari Kulcha and Kalicharan Chole Kulcha at Meera bagh in Paschim Vihar) whos owner started with a stall on the street and now he has two restaurants. Chole kulche is a soft, roti made of semolina(kulcha), can look a little like naan but it's very soft and tastes a little like bun. Served with aromatic, thick white peas gravy (chole - yes chole is  chickpea in hindi and chole kulcha has it sometimes but people more often use white peas). It's pretty spicy and heavy so it's better don't eat it at night. Our favourite chole kulcha is at West Delhi on Paschim Vihar, open always from morning to around 2 pm. For one portion for two people you will pay : 25-30 rupees and for Amritsari Naan Kulcha around 70-150 rupees depending on the portion.


4. MOMOS

Małe pierożki gotowane na parze, które możecie zjeść również w Polsce. chociaż jeśli mam być szczera, w Polsce jeszcze nie trafiłam na dobre. Zazwyczaj macie dwie opcje do wyboru : kurczak i wersja wegetariańska z warzywami lub serem paneer. Co nie oznacza, że nie ma innych momos, te są po prostu najbardziej popularne. Momos mogą być również smażone w głębokim tłuszczu i podawane z majonezowym sosem (tzw. gravy momos), albo tandoori momos (tandoori to specjalny piec). Nasze ulubione to te, z Moti Bagh blisko Venkateshwara College, a tandoori momos w Gurgaon. Porcja (12 sztuk) kosztuje 100-150 rupii (6,20 zł - 9,30 zł) i oczywiście możecie zamówić połowę. Słyszeliśmy też o słynnych momos w Old Delhi także nasz ranking może jeszcze ulec zmianie ;)

Small dumplings filled with various fillings and steamed or fried . You can eat them in Poland as well (but to be honest, I never had in Poland that good momos). Usually you will find two options : chicken and vegetarian version with veggies or paneer. Of course it does not mean that you can't find differend kind of momos, those are just most popular. Momos can be fried in oil and served with mayo sauce (gravy momos), or tandoori momos from special oven. Our faovourite are on (Moti Bagh Near Venkateshwara college) and good tandoori momos you can eat all over New Delhi and NCR. One Portion (12 pieces) will cost you around 100-150 rupees  ... (you can order half). Lately we heard about some famous momos in Delhi Haat so this rate can change ;)


5. SAMOSA 

Trójkątne pierożki z kruchego ciasta, smażone (uwaga!) w głębokim tłuszczu nadziewane generalnie wszystkim czym sobie tylko zamarzycie. W Zachodnim Delhi (Kirti Nagar) znajdziecie słynne miejsce gdzie zjecie samosy z nadzieniem o smaku pizzy, z makaronem albo czekoladowe. Podobno trzeba iść tam przed południem, bo szybko się sprzedają (Abhi pracuje w nocy i odsypia w dzień, więc jeszcze nie mieliśmy okazji ich spróbować). Najlepsze samosy jakie do tej pory jedliśmy, kupiliśmy w miasteczku Kashipur, po same pierożki nie warto tam jechać, więc testujcie w Delhi. Koszt jednej samosy to mniej więcej 8-15 rupii (0,50 - 1 zł).

Triangle dumplings made from crunchy cake, deep fried in (caution! ;) ) oil stuffed with everything you can ever dream of. In West Delhi you will find famous samosas (Kirti Nagar) where you can eat samosas with pizza flavour, with pasta or chocolate! We heard that you must go there in the morning because the samosas sell out fast (Abhi works at night and sleeps in the day so we still haven't  got the opportunity to visit this place). The best samosas we ate for now are from town Kashipur. It's not worth to go there only for samosas, so better try them in Delhi. Cost of one samosa is around 8 to 15 rupees.


6. ALOO TIKKI

Jest to rodzaj placka ziemniaczanego, smażonego na średnio głębokim tłuszczu (ha!) podawany z chutney, różnymi sosami i dodatkami. Wszystko zależy od pomysłowości i inwencji kucharza. Nasze ulubione aloo tikki jest podawane z dwoma rodzajami sosów, kostkami sera paneer, cebulą, świeżym ogórkiem, pomidorem i granatem. Eksplozja smaków w ustach gwarantowana. Talerz tego przysmaku kosztuje 50-70 rupii (3,00 - 4,50 zł) i szczególnie polecamy ten z Tilak Nagar Main Market.

It is kind of a potato pancake, Shallow fried (haha :D ) served with chutney, some sauces and etc. Everything depends on the ingenuity and inventiveness of the cook. Our favourite aloo tikki is served with two kinds of sauces, cubes of paneer cheese, fresh onion, cucumber, tomato and pomegranate. Explosion of its taste in the mouth is guaranteed. Plate of this deliciousness costs around 50 to 70 rupees and we recommended (Tilak Nagar Main market near Police post)


7. Chińszczyzna / Chinese

No cóż. Jesteśmy w Indiach, ale chyba każdy na całym świecie lubi od czasu do czasu zjeść dobrą chińszczyznę. A Hindusi robią ją naprawdę świetnie. Przede wszystkim polecamy chowmein. Makaronu z warzywami i kurczakiem (lub nie) w aromatycznym sosie smażonego w woku, nie musimy Wam raczej przedstawiać. Najlepsze, naszym zdaniem zjecie w Sarojini Nagar Marke oraz w Safdarjung Enclave. Za talerz (porcją spokojnie najedzą się dwie osoby) zapłacicie : 80-150 rupii (5-9zł). Przy okazji podają genialną kawę, w indyjskim stylu, z mlekiem, przyprawami, posypana czekoladą i okropnie słodka. Polecamy!

Well. We are in India but we think that almost everybody around the world like to eat chinese. And Indians make it really great. We recommended  chowmein. Noodles with veggies and chicken (or not) in aromatic sauce it's not something we must decribe to you. We are sure you know this taste! The best chowmein in our opinion is in Sarojini Nagar Market and in Safdarjung Enclave . For one portion (enough for two person) you will pay around 80-150 from a regular restaurant.... By the way they serve brilliant Indian coffee, with milk, spices, sprinkled with chocolate and terribly sweet. We recommend it! ;)


8. JALEBI

Pora na coś słodkiego. Hindusi kochają słodycze. Jednak to co my, Polacy, uważamy za słodkie jest niczym w porównaniu z poziomem słodkości w Indiach. Wiele osób nie jest w stanie w ogóle przetrawić tego smaku. O jalebi pisałam w tym poście : (Nigdy nie będę miała figury modelki). Najprościej rzecz ujmując jest to rodzaj pączka (chrupiącego, nie miękkiego) zanurzonego w syropie cukrowym. Lepki i obrzydliwie słodki. Oczywiście smażony w głębokim tłuszczu. Jeden z moich ulubionych przysmaków. Porcja (pakowana w starą gazetę!) kilkunastu sztuk to koszt 300-500 rupii (18-31 zł). Najlepsze w Old Delhi, po drodze do Red Fort!

It's time for something sweet! Indians  love sweets! But what we calle sweet in Poland it's nothing in India! A lot of people can't even stand this taste. About jalebi we wrote here : (I'll never have a model figure).  To simply explain it , this is a doughnut of some kind (not soft but crunchy) immersed in sugar syrup. It's sticky and awfully sweet. Of course, deep fried in  oil. It's one of our favourite sweets. One portion (packed in old newspaper!) over a dozen pieces cost anywhere from 300 to 500 rupees ... . The best are in Old Delhi on the way to Red Fort! Address: Old Famous Jalebi Wala Chandni Chowk.


9. Kulfi i mleko z orzechami / Kulfi and milk with nuts

Absolutny hit! Oczywiście słodki jak cholera, ale latem cudownie orzeźwia. Kulfi to rodzaj loda zrobiony z mleka, orzechów i rodzynek, zamrożony na długim patyku. Do tego w tym samym miejscu możecie kupić zmrożone krowie mleko przyprawione kardamonem, szfranem, zmieszane z orzechami i rodzynkami. Nie jestem zbyt wielką fanką krowiego mleka, ale butelce tego przysmaku nigdy nie mówię nie! Kulfi kosztuje : 20-50 rupii (1,20 - 3zł) , a mleko: 30-50 rupii (1,80 - 3zł). Najlepsze na Karol Bagh, idealnie odświeża po godzinach penetrowania targu.

An absolute hit! Of course sweet like hell but in summer also wonderfully refreshing! Kulfi is a kind of an ice cream made from buffalo milk, nuts and raisins, frozen on a long stick. Usually in the same place you can buy very cold buffalo milk with cardamom, saffron mixed with nuts and raisins. Generally I'm not a big fan of milk ,but for a bottle of this speciality I never say no! Price for kulfi is 20-50 rupees and for milk is 30-50 rupees. The best are on Karol Bagh, perfectfor  after hours in the market.


10. PAAN

Rzecz, którą albo się kocha albo nienawidzi. Przeczytacie o tym tutaj (Jak zostałam połykaczką ognia). Generalnie, na początku ta przekąska smakowała mi jak płyn do mycia naczyń, jednak spróbowałam jej drugi raz, trzeci, a później to już nie mogłam przestać jeść. Najsłynniejsze stoisko jest to na Connaught Place w Prince Paan Shop albo blisko Kina Odeon, gdzie możecie zjeść fire paan, naprawdę podpalany, o którym możecie przeczytać w poście z linka (i zobaczyć filmik!). Poza fire paan, podają tam również inne smaki i rodzaje, np. pomarańczowy, truskawkowy, z białą czekoladą czy tabaką. Moim ulubionym jest oczywiście ten oblany gorzką czekoladą. Koszt jednego paan to 50 rupii (3zł).

One thing which people love or hate. You can read about it here : (How I ate fire). Generally for the first time this snack tasted for me like dish soap, but I dared and tried this and the  second time, and third and then I just couldn't stop eating it. The most famous place with paan you will find in Connaught Place at Prince Paan Shop or near Odeon Cinema, where you can eat fire paan, they are seriously lit with real fire - see video on the post from the link. They serve a lot of different flavours. My favourite is with dark chocolate but you can find strawbery, orange, white chocolate or even with tobacco and a lot more. Cost of one paan is around : 50 rupees

***

A tak na zakończenie dodam, że jeśli przyjeżdżacie do Indii to zapomnijcie o diecie. Nastawcie się na kulinarną jazdę bez trzymanki i mlion kalorii. 

And in the end, I will add that if you come to India then forget about your diet. Set yourself for a culinary journey without a clutch and billion calories. This is not for the weak stomach, Calory conscious and the weak hearted.


Co znalazłoby się w Waszym top ten indyjskiego street food? / What would be your top Indian street food?

Dookoła Delhi : Świątynia Lotosu / Around Delhi : Lotus Temple

Całe Indie pełne są przepięknych świątyń. Ogromnych i zupełnie malutkich. Bogato zdobionych, lub bardzo skromnych. W samym Delhi znajdziecie co najmniej kilka, które robią ogromne wrażenie, chociażby Hanuman Temple (Znajdź swoją przestrzeń), którą odwiedziliśmy kilka miesięcy temu.

Świątynia Lotosu była pierwszą, którą odwiedziłam. Jest absolutnie przepiękna. Najpierw, przez bramę, wchodzicie do pięknego zielonego parku i długą czystą (to bardzo ważne! ;) ) aleją idziecie w stronę świątyni, która kształtem przypomina kwiat lotosu (ale podobno mówi się, że była również inspirowana architekturą Taj Mahal - a ponadto przewyższa to miejsce popularnością). Przed wejściem do świątyni (każdej!) należy zdjąć buty i zostawić je u pana który tych butów pilnuje. W środku niespodzianka! Nie ma żadnych symboli religijnych, jedynie proste ławki i czyste ściany. Kilka tabliczek z sentencjami. I przyznam się Wam, że robi to nawet większe wrażenie niż przesyt rzeźb i obrazów. Łatwo się tutaj skupić, przyjemnie odpocząć, pomodlić się, pomyśleć lub po prostu posiedzieć. Wszyscy są tutaj mile widziani i nikt nie jest ważniejszy. W środku nie można robić zdjęć, a szkoda, bo sklepienie jest przepiękne. Za to na zewnątrz selfie jest co najmniej obowiązkowe, a następnie można poprosić o ulotkę z informacjami o świątyni. Ulotki napisane są chyba w każdym języku (a na pewno wielu), również polskim!

Na przeciwko bramy do parku znajdziecie stoisko ze świeżą wodą kokosową. Idealne odświeżenie w czasie upalnego dnia!

Kilka faktów o Świątyni Lotosu : została otworzona w 1986 roku, budowaną ją 10 lat, ma 34 metry i jest największą świątynią bahaistyczną w Indiach. Od momentu otwarcia do kwietnia 2014 została odwiedzona przez około 100 milionów osób. Nie odprawia się w niej żadnych mszy ani rytuałów. Kwiat lotosu to w Indiach symbol czystości, nieśmiertelności, miłości i i pokoju. Miejsce to jest idealne by móc oddać się medytacji.

Adres: Lotus Temple Rd, Shambhu Dayal Bagh, Bahapur, Shambhu Dayal Bagh, Kalkaji, New Delhi, Delhi 110019, India






India is full of beautiful temples. Huge ones and tiny ones. Richly decorated, or very modest. Only in Delhi you will find minimum several which will impress you, like the Hanuman Temple (Find your space) where we were a couple months ago.

Lotus Temple was the first I visited. And it is absolutely beautiful. First, from the gate, you stroll through the beautiful lush green garden and from the long clean (it's very important! ;) ) alley you walk to the temple’s side, which in its shape looks like a lotus flower (some people say that this temple was also inspired by the Taj Mahal - for sure is even more popular). Before you enter the temple (every!) you must take off your shoes and leave them outside. And big surprise inside! No religious symbols, only simple benches and clean walls. Several plaques with sentences. And I admit that it makes even more impression than the excess of sculptures and paintings. It's so easy to focus here, nice to rest, pray, contemplate, think or just sit. Everybody is welcomed here and nobody is more or less important. Inside you can't take any pictures, a pity, because the vault is beautiful. But outside, selfie is a must! Everybody takes a minimum of one! Or hundreds. Then read the leaflet with information about the temple. Leaflets are probably written in every (or certainly many) languages, including Polish!

In front of the gate to the park you will find a stand with fresh coconut water. Perfect to refresh in the hot weather!

Some facts about Lotus Temple : It was opened for visitors at 1986, was constructed in a total of 10 years, is 34 meter high and is the biggest bahai's temple in India. Since its opening to the April 2014 temple is visited by around a 100 million people! No mass or rituals are celebrated here. The lotus flower in India is a symbol of purity, immortality, love and peace. This place is created so people can visit and meditate.


Address: Lotus Temple Rd, Shambhu Dayal Bagh, Bahapur, Shambhu Dayal Bagh, Kalkaji, New Delhi, Delhi 110019, India

Przepis na EGG CURRY / Recipe for EGG CURRY

Kiedy Abhi powiedział mi o tym daniu po raz pierwszy, szczerze powiedziawszy wydało mi się być czymś nieszczególnie apetycznym. Potwierdziłam swoją opinię kiedy zamówiliśmy egg curry z jakieś knajpy. Było tak pikantne jakbyśmy mieli w ustach kawałek piekła i nic poza tym. Nie mogłam zrozumieć dlaczego mój mąż tak bardzo zachwyca się tą potrawą. Kilka miesięcy później, pewnego dnia Teściowa oznajmiła, że przygotuje egg curry. Robiłam dobrą minę do złej gry. Generalnie nie jestem wybredna, ale nie wiedziałam co mnie czeka. Jak możecie się domyślić, egg curry mojej Teściowej to jedna z lepszych rzeczy jakie jadłam. A przygotowanie go jest banalne, dlatego z chęcią dzielę się z Wami przepisem, żebyście i Wy mogli wpuścić do domu odrobinę indyjskiego aromatu.

Egg curry (dla 4 osób):

- 4 jajka na twardo
- 2 cebule - drobno posiekane
- 5 małych pomidorów - zmiksowane w blenderze
- 1 łyżeczka pasty czosnkowo-imbirowej
- garść świeżej kolendry
- przyprawy : sól, suszona kolendra, ziarna kuminu, kurkuma, chilli, garam masala
- olej do smażenia.

Ugotuj jajka na twardo, obierz ze skorupek i obsmaż na oleju. Kiedy ostygną, nakłuj jajka widelcem (dzięki temu nasiąkną aromatem curry). Do tego samego oleju, w którym smażyły się jajka, dodaj nasiona kuminu a po chwili cebulę. Kiedy zacznie brązowieć dodaj łyżeczkę pasty imbirowo-czosnkowej, dobrze wymieszaj i dodaj zmiksowane pomidory. (Kumin, cebula i pomidory to baza bardzo wielu indyjskich potraw dlatego te składniki zawsze mamy w domu). Przypraw do smaku solą, chilli, kurkumą i suszoną kolendrą. Dobrze wymieszaj a po kilku minutach dodaj około 3/4 szklanki wody (tak aby sos nie był zbyt rzadki). Gotuj ok. 15 minut przykrywając wok do połowy, mieszaj od czasu do czasu. Kiedy masala zgęstnieje a na brzegach pokaże się tłuszcz, dolej około 300 ml wody. Zagotuj (na małym ogniu), a następnie znów gotuj przykryte do połowy przez około 20 minut tak aby sos lekko zgęstniał i nabrał aromatu. Dodaj jajka ( w całości) i listki świeżej kolendry (całe lub grubo posiekane) oraz sporą szczyptę garam masala. Gotuj jeszcze 5 minut i gotowe! Można podawać od razu lub poczekać kilka minut aby sos wypełnił jajka.

Smacznego!




When Abhi told me about this dish for the first time, to be honest, I didn't think it's something appetizing. I confirmed my opinion when we ordered the egg curry from some restaurant It was so spicy that we felt like we have a piece of hell in the mouth and no taste beside that. I couldn't understand why my husband loves this dish so much. Then couple of months later my mother-in-law told me that she will make egg curry. I made a good face to bad game. Generally I'm not picky. As you can guess, my MIL eggs curry was one of the best things I ate so far. And making it is so easy! That's why I want to share this recipe so you also can have at home a bit of indian aroma. 

Egg curry (for 4 person):

- 4 hard-boiled eggs
- 2 onions - finelly chopped
- 5 small tomatos - blended
- 1 tea spoon ginger-garlic paste
- bunch of fresh coriander
- spices : salt, chilli, cumin seeds, dry coriander, turmeric, garam masala
- oil to fry

Boil eggs a little firm, peel the shell and fry until golden. When they cool, push the eggs with a fork (so they will soak the curry aroma). At the same time the oil from eggs put a pinch of cumin seeds, and after several seconds add chopped onion. When it becomes a little brown add ginger-garlic paste and stir well. It's time for blended tomatos. (Cumin seeds, onions and tomatos it's a base for a lot of indian dishes so it's a ingredients are always at home). Spice to taste with salt, chilli, turmeric and dried coriander. Mix well, cook for 5 minutes and add 3/4 glass of water (watch out to not make gravy too thin). Cook around 15 minutes half covered and stir sometimes. When the masala becomes a little thick and on the edges you will see fat add 300 ml more water. Boil (on low flame) and then cook more for around 20 minutes still half covered so the gravy will be thick and full of flavours. Add whole eggs and fresh coriander leaves (you can chop them up) plus a big pinch of garam masala. Boil 5 minutes more and it's ready! You can serve immediately or wait for some time and let the eggs soak more of flavour. 

Bon appetite!