Skip to main content

Czego mi brak. / What I miss.

Mieszkanie w obcym kraju to poznawanie, testowanie, smakowanie życia. To przygoda i nieustająca zagadka. Radość i frustracja jednocześnie. Życie w obcym kraju to również tęsknota za rzeczami prozaicznymi, za czymś co jeszcze niedawno było na wyciągnięcie ręki.

Czego najbardziej brakuje mi w Indiach?

- Dobrego chleba. Jeszcze ciepłego, prosto z piekarni. Z chrupiącą skórką i miękkim miąższem. Indusi są mistrzami chapati, naan i wszelkiego rodzaju placków dlatego chyba inne pieczywo nie jest im potrzebne do szczęścia. W sklepach można kupić głównie chleb tostowy (i to całkiem spory wybór) jednak jeszcze nie znalazłam tutaj dobrej piekarni. Testowałam kultowe Wenger's na Connaught Place, ale...to nie to. Chociaż pieczywo mają na pewno o niebo lepsze od tostowego!

- Serów. Polskiego białego sera (w naleśnikach, albo z rzodkiewką i szczypiorkiem), koziego, żółtego z dziurami (na kanapce z ogórkiem!). Indyjskie sery w porównaniu z polskimi nie są zbyt dobre (niemal wszystkie smakują jak ser topiony), a "wymyślne" typu feta, kozi czy mozzarella są tak drogie, że wolę poczekać i najeść się w Polsce ;)

(zdjęcie by Siostra ;) )

- Ryb. Tak jak Indusi z Południowych Indii jedzą dużo ryb i są tam o wiele bardziej popularne, tak w Delhi restauracje nie oferują ich tak często. (Fish and chips, czy taco z rybą się nie liczą). Nie mam też zaufania do tych ze sklepu. Chyba dlatego tak bardzo smakowało mi koreańskie sushi z tuńczykiem w Shim Tur!

- Kasz. Produkt chyba niezbyt popularny w Indiach, a zawsze ich szukam kiedy jesteśmy w nowym sklepie. Po nocach śni mi się jaglanka, na słono, na słodko, na deser, na śniadanie, na obiad i w ogóle deszcz jaglanki. Gryczana palona i niepalona. Do tego gruby plaster tofu i kiszony ogórek! Ale też brak mi płatków owsianych, bo te indyjskie smakują jak...kasza jęczmienna :D

- I z zupełnie innej beczki : lasów. Polskich lasów pełnych jagód, poziomek, grzybów i kurek. Pełnych śpiewu ptaków i zapracowanych dzięciołów. Pachnących mchem i słońcem. Lasów, w których można odpocząć, spacerować i błądzić bez końca. Nie mówię, że w Indiach nie ma lasów, ale nie w Delhi i nie takich! ;)

Ale ta tęsknota nie jest uczuciem permanentnym. Przychodzi czasem niespodziewanie i zostaje na chwilę. Zazwyczaj znika kiedy kroję mango i jego słodki i orzeźwiający zapach roznosi się po kuchni. W Polsce również będzie mi brakować wielu rzeczy. Tak to już bywa, kiedy jest się rozdartym na dwa światy.


Living in a strange country is  like discovering, trying, tasting life. It's an adventure and constantly surprising. Happiness and frustration at the same time. Living in a strange country it's also longing for usual stuff, for something you could have any time you want.

So, what I miss the most in India?

- Good bread. Still hot, strictly from the bakery. With crunchy crust and soft inside. Indians are masters of chapatis, naans and all these stuff so probably that's why they don't need different breads. In the shop you can buy mostly toast bread (a lot of it), but I still didn't stumble across a good bakery. I tried the cult Wenger's on Connaught Place, but...it's not the same. But of course this bread is a lot of better than a toast!

- Cheese. Polish cottage cheese (in crepes or with rzodkiewka and szczypiorek), goat, yellow cheese with big holes (on sandwich with fresh cucumber!). Indian cheeses compared to polish are...not too good (and almost all taste the same), and "fancy" cheeses like feta, goat or mozzarella are so expensive that I prefer to wait and eat it in Poland ;)

(Picture made by Sister)

- Fish. Indians form South India eat a lot of fishes and they are more popular there but in Delhi in restaurants you can't find fish that often (fish and chips or fish taco doesn't count!). I also have no faith in the fishes that they sell at a store here, they don't look fresh...Probably that's why I loved korean sushi with tuna from Shim Tur so much!

- Groats. I think this product is not at all popular in India, I am always in a hunt for it in new stores. I dream about millet. Sweet version, salty version, for desert, for breakfast, for lunch and just rain of millet please ;) . And all kinds of buckwheat groats. With grilled tofu and polish style pickled cucumber. Yum! But I miss also porridge because this available in india tastes like...barley ;)

- Something from totally different side : polish forests. Full of blueberries, little strawberries and mushrooms. Full of singing bids and busy woodpeckers. Smell of moss and sun. Forests where you can rest, walk, relax. I don't say that in India we don't have forests, of course! But not in Delhi, and not like that!

But this longing is not a permanent feeling. It comes sometimes unexpectedly and stays for a while. Usually disappears when I cut mango and its sweet and refreshing scent spreads through the kitchen. In Poland I will also miss a lot of things! This is how it is when you are torn between two worlds.

Comments

Popular posts from this blog

HUSBAND & WIFE / MĄŻ & ŻONA

Our dreams came true. After months living on Skype, living 6000 kilometres away from each other, 10th December 2016 we got married and we are probably the most happiest couple on the planet. <3

We love each other more and more every day, and our wedding was the best day in our life. Now we can start our new life adventure and can't wait for that! Stay tuned!

Mr & Mrs M.



Nasze marzenia się spełniły. Po miesiącach życia na Skype, życia z 6000 kilometrów pomiędzy nami, 10 grudnia 2016 wzięliśmy ślub i jesteśmy prawdopodobnie najszczęśliwszą parą na świecie! <3

Z dnia na dzień nasza miłość jest coraz większa, a nasz ślub był najwspanialszym dniem w naszym życiu. Teraz możemy zacząć zupełnie nową, wspólną przygodę i iść przez życie razem, mocno trzymając się za ręce. Już nie możemy się doczekać! Zostańcie z nami!

Pan i Pani M.

Polska vs. Indie / Poland vs. India

Tak, Indie to niesamowity kraj. Jest jak inna planeta, nigdzie nie znajdziecie drugiego takiego miejsca. Czasami czuję się tutaj jak kosmita, tak bardzo wszystko w tym kraju jest inne od tego co znam, od miejsca w którym się urodziłam i wychowałam. A jednak czuję się w Indiach swobodnie, dobrze, jak w domu. Możliwe, że jednym z powodów jest fakt, że mieszkamy w stolicy państwa. Myślę, że każda stolica w każdym kraju jest trochę jak samotna wyspa, ludzie są tacy sami, mówią tym samym językiem, a jednak zasady panują tu trochę inne. Ludzie są jakby bardziej swobodni i nowocześni. Stolice krajów, które znam zawsze są trochę jak oddzielne państwa.

Podobnie jak ludzie z całej Polski przyjeżdżają do Warszawy na studia czy do pracy tak samo mieszkańcy małych miast Indii wyruszają do Delhi po lepszą przyszłość (ale ponieważ kraj jest gigantyczny, ludzie południa wyruszają do Mumbaju). Podobnie jak w Warszawie, ludzie w Delhi czują się na początku zagubieni i przytłoczeni ogromem miasta, tłok…

Moja indyjska teściowa / My indian mother-in-law

Moja nowa rodzina składa się (poza Mężem) z Mamy, Taty, Brata i psa. Mieszkanie z nimi jest dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Codziennie uczymy się siebie nawzajem i póki co całkiem nieźle nam idzie. Oczywiście najwięcej czasu spędzam z Mamą Abhiego i porównuję wszystkie stereotypy na temat hinduskiej teściowej znalezione w Internecie do tego co mam w rzeczywistości. Stereotypy o hinduskiej teściowej nie różnią się właściwie niczym od tych o polskiej teściowej. Obie przedstawiane są jak co najmniej nieludzkie potwory. Obie to niemal najgorszy rodzaj człowieka. Wystarczy poczytać kawały. Albo inne blogi.

Moja Teściowa dużo się śmieje. Robi najlepszą masala chai na świecie (nasz codzienny rytuał to kubek herbaty o 19:00 i "niestety" jakieś ciastko też ;) ). Gotuje tak, że już nigdy nie będę szczupła (i w przeciwieństwie od tego co zdarzało mi się czytać, nie ukrywa skrzętnie swoich przepisów - od pierwszego dnia pokazuje jak przygotowywać potrawy i odpowiada na każde mo…